Historia rodu Klimowiczów

Historia rodu Klimowiczów ze wsi Klimowicze

Kochana nasza rodzino, po tak odległym czasie mamy nadzieje że znów nasze drogi życiowe się spotkają i będzie nam dane się uścisnąć tak jak Władysław Klimowicz kochał swoją siostrę Natalie Andruszko tak ja Piotr Wysocki ( moja mama Aleksandra Klimowicz) wnuczek dziadka czując potrzebę odszukania swych korzeni chciałbym aby to co w momencie śmierci mojego dziadka się nie udało teraz się dopełniło.

Zatem zacznijmy od początku, a było to roku pańskiego 1939, na poniższym zdjęciu jak widać dziadek Władysław Klimowicz na tle butelki w Lidzie z siostrą Natalią Andruszko u szwagra.

Kolejne zdjęcie z tego samego 1939 roku a na nim koleżanka Jadwiga z Lidy, przesyła listem dziadkowi – Władysławowi Klimowiczowi swoje zdjęcie na tle jego domu i ogrodu przed domem.

Kolejne zdjęcie z Lidy z 9 października 1940 roku prawdopodobnie ulica Kwiatowa której już niema bo ponoć wybudowano tam osiedle. To tam na początku przychodziły listy, być może później zmieniła nazwę na ul. Gorkiego, lub rodzina zmieniła swoje zamieszkanie z ul. Kwiatowej na ul. Gorkiego.

              

Zdjęcie poniżej całej rodziny Aleksandra Klimowicza(to ten z wąsem)zrobione w 1944.04.08 prawdopodobnie w Nowogródku, bo taki podpis widnieje na odwrocie zdjęcia. A na nim Stefania Niedzwiecka i Aleksander Klimowicz to Ci co siedzą, osoba siedząca na ziemi to Władysław Klimowicz, kobieta po prawej to Natalia Andruszko która przyjechała do Elbląga na pogrzeb swego brata Władysława w 1966 r. Mężczyzna po lewej stronie to Mikołaj Klimowicz - brat

 

Władysława Klimowicza a syn Aleksandra. Niestety Mikołaj nie miał dobrej opinii z opowieści wynika że podbierał ojcu zborze, jajka miód być może sprzedawał na utrzymanie swoje lub kogoś?

W czasie okupacji niemieckiej w Lidzie znajdowała się siedziba Okręgu „Nowogródek” Armii Krajowej pod dowództwem majora Janusza Prawdzic-Szlaskiego dysponującego siłami około 8 tysięcy polskich partyzantów. W nocy 17/18 stycznia 1944 roku Armia Krajowa dokonała udanego ataku na miejscowe więzienie, z którego uwolniono około 70 osób. Akcję przeprowadziło zaledwie 11 ludzi pod dowództwem ppor. Zenona Batorowicza "Zdzisława". Sukces był o tyle spektakularny, że w tym czasie w mieście przebywało 10 tysięcy żołnierzy i policjantów niemieckich. Z tym wątkiem związana jest historia mojego dziadka .

Powodem wywiezienia Władysława Klimowicza syna Aleksandra do obozu w Augsburgu były jego związki śnie z Armią Krajową, a wtedy jeszcze z partyzantką. Jest początek 1941 roku, młody 19-20 letni chłopak jedzie drezyną przez las, wiezie buty dla partyzantów bo jest zima i wtedy zostaje zatrzymany przez Niemców. Znajdują u niego buty i jedzenie, być może coś jeszcze. Wyobraźmy to sobie, nagle tak jak stoisz zabierają Cię od rodziny, nie powiadamiają nikogo, i nie dają możliwości przekazania informacji do rodzinnego domu, wywożą do obozu, a Ty nie możesz nikogo powiadomić, a korespondencja jest przechwytywana i zapewne niszczona. Na dowód braku korespondencji jest fakt opowiadany przez jego żonę Zofię Klimowicz mianowicie: po 13 latach pobytu poza domem rodzinnym Władysław Klimowicz odwiedza Lidę udaje się do rodzinnego domu wprost do swej rodziny i wtedy u drzwi spotyka brata, stoją przez chwile w ciszy po czym brat poznaje brata, Mikołaj Klimowicz wita go słowami cyt. To tyle ludzi zabijali a Ciebie nie zabili? Po tych słowach Mikołaja można , że przyjazd do Lidy jego syna był trzymany w tajemnicy aby nikt się nie dowiedział.

Powyższa historia została przekazana nam przez jego już nieżyjącą żonę Zofie Klimowicz.

Kolejne zdjęcie to już rok 1941.12.07 w Augsburgu w Bawarii na nim moja babcia Klimowicz Zofia z domu Małkiewicz….., przesyła swoje zdjęcie dla swego ukochanego, piszę do siebie czule więc się kochają, poznali się już w obozie.

Kolejne zdjęcie ale już z podpisem Altenburg Turyngia z roku 1942.05.10, jak widać zrobiły sobie pamiątkowe zdjęcie wszystkie kobiety które w obozie przebywały, moja babcia to ta z brzegu na ciemno ubrana po prawej.

 

Mam jeszcze wiele zdjęć z Augsburga miedzy innymi ze ślubu Zofii z Władysławem , ale skupmy się na Lidzie.

Kolejne zdjęcie jakie posiadam wysłane z Lidy do dziadka Władysława Klimowicza zostało zrobione 2 lutego 1950 roku, na nim ciocia Natalia Andruszko (ukochana siostra dziadka) i babcia Stefania Klimowicz z d. Niedźwiecka ( jego mama). Mama z córką wysyła swoje zdjęcie do Polski, trzyma się za brzuch, czyżby coś chciała mu w ten sposób przekazać?

Kolejne zdjęcie z Lidy także z datą 1950.02.02 r na nim Stefania Niedzwiecka z Aleksandrem Klimowiczem, dzieci, reszty nie znamy Po lewej babcia Stefania

Kolejne zdjęcie pochodzi z 1950.05.01r., Natalia Andruszko córka Aleksandra z rodziną z podpisem cyt. nasza orkiestra. Ten za akordeonem to prawdopodobnie jej mąż.

 

Kolejne zdjęcie z 1950.05.01 Lida - Natalia Andruszko ze swoimi dwiema córkami oraz z jakimiś dziewczynkami

 

Kolejne zdjęcie z roku 1950.07.25 Lida - rodzina dziadka Klimowicza jak widać z instrumentami…. I znów ta torebka. Natalia Andruszko z trójką dzieci oraz z mężem znów z akordeonem.

W roku 1956.07.09 w Lidzie umiera mąż Natalii Andruszko, siostra Władysława Klimowicza wysyła zdjęcie z pogrzebu do swego brata, nie mógł przyjechać, ówczesna władza nie dawała pozwoleń z dnia na dzień.

 

Tu kończą się zdjęcia przesłane z Lidy w tamtych czasach do Elbląga, następnie dziadek otrzymuje zaproszenie od siostry lub sam postanawia odwiedzić rodzinę, stara się o wyjazd i w końcu wyjeżdża do swoich rodzinnych stron do Lidy. Rok 1957.06.01 Klimowicz Władysław spotyka się z rodziną w Lidzie, po 13 latach od opuszczenia rodzinnego miasta, na zaproszenie swojej ukochanej siostry po kilkumiesięcznych staraniach uzyskuje pozwolenie na wyjazd do ZSRRi. Wielokrotnie sprawdzany i przepytywany pokonuje długą drogę aby w końcu spotkać się z rodziną. Przyjeżdża do Lidy i w drzwiach wita się z rodziną, pełne zaskoczenie, łzy w oczach i słowa Mikołaja na widok brata w drzwiach cyt. To tyle ludzi zabijali a Ciebie nie zabili? mówią same za siebie. Wniosek z tego byli przekonani że nie żyje a ten co przyjedzie będzie może podstawiony, najwcześniejszy list jaki moja mama pamięta pochodzi z roku 1950-52, więc wiedzieli że jakiś Władysław do nich pisze, ale nie mieli pewności czy to ten sam ?

 

Ciekawostka: Ojciec Władysława, Aleksander Klimowicz pochodził z wioski która nazywała się Klimowicze – to chyba od nazwisaka, wieś mieściła się około 60 km do Lidy.

 

Pojechał bardzo chory, bo chorował na płuca, przeziębił grypę, a do lekarza nie chciał iść i tam siostra jak go zobaczyła w takim ciężkim stanie zaordynowała naturalne leczenie, leczyła go ALOESEM, już wtedy wiedziano, że to życiodajne ziele, plus sadło świńskie i mleko. Pobyt wspominał bardzo dobrze, wręcz wspaniale, do tego stopnia, że chciał zabrać rodzinę z Polski i wrócić do Lidy. Dziadek Władysław pięknie tańczył, wiec wracając, przywiózł akordeon z Lidy i chciał by moja mama, Aleksandra Wysocka, grała na nim. Przywiózł także swój kawalerski aparat fotograficzny oraz złoty pierścionek z czerwonym rubinem, od cioci Natali który przywiózł dla córki Aleksandry mojej mamy, mam go, przechowuje jako pamiątkę.

Poniżej zdjęcie ze swoja siostrą Natalią ( to ta osoba po prawej ) zrobione w trakcie pobytu w Lidzie 20 czerwca 1957 roku. Ale kim jest osoba po lewej stronie jak się patrzy na zdjęcie?

Kolejne zdjęcie z pobytu dziadka w Lidzie zrobione 20 czerwca 1957 roku w parku kolejowym, z córką siostry Ireną Andruszką tuż przed odjazdem.

 

Kolejne zdjęcie pochodzi z 16 października 1958 Andruszko Irena ze swoją klasą 2b

I w tym okresie zaczyna się czas w którym dziadek, Władysław Klimowicz zaczyna tęsknić za rodzinnymi stronami bardziej niż zwykle.

Pół roku przed swoja śmiercią, rezygnuje ze wszelkich dodatków, wycofuje ubezpieczenie, zwalnia się z pracy, czy planował wyjazd do Lidy na stałe? Czasy się zmieniły, więc na pewno chciał zabrać rodzinę, tęsknił za rodzinnym domem to pewne, chciał na koniec swej drogi jeszcze raz zobaczyć rodzinne strony, jednak niedane mu to było.

Zmarł 1966.05.17 mając 45 lat zostawił żonę z czwórką dzieci. Moja mama opowiadała mi, że była straszna bieda, smażyła kapustę na patelni na smalcu zeskrobanym z drugiej patelni bo nic innego nie było. Babcia utrzymując czwórkę dzieci pracował w szpitalu, jak mogła tak wychowywała i karmiła swoje dzieci.

Na pogrzebie dziadka Władysława Klimowicza była Natalia Andruszko – ukochana siostra (pracowała w przemyśle obuwniczym), z wielkim trudem dostała pozwolenie na wyjazd. Mama mówi że bardzo się kochali z siostrą jak to rodzeństwo, bardzo za sobą tęsknili, dlatego podjęła ten trud i przyjechała z ZSRR do Elbląga, na tamte czasy to był wyczyn, musiała przekonać NKWD itp służby, że jedzie i zaraz wraca. Dostała list od babci Zofii Klimowicz, że jej mąż ,a brat Natalii jest ciężko chory. Natalia jechała jak do żyjącego, przyjechała w sobotę, ale dziadek umarł dokładnie chwilę wcześniej , niestety nie zdążyła się z nim pożegnać, bardzo śmierć brata przeżyła.

Ostatnie zdjęcia na których widać siostrę Natalie Andruszko pochodzą z pogrzebu brata, to ta osoba w czarnej chustce na głowie, pierwsza od lewej strony.

TU WSZELKI KONTAKT SIĘ URYWA, od tamtej pory pomimo wysyłanych listów nie było odzewu, a przecież mieli adres do Polski. Co tak naprawdę było powodem tej ciszy? Można się domyślać – jednak to tylko domysły.

Moja mama, Wysocka Aleksandra z d. Klimowicz córka Władysława Klimowicza wielokrotnie próbowała się skontaktować z rodziną z Lidy, wysyłała listy, kartki, ale nie było odzewu, pojechała nawet na wycieczkę do Grodna w 2009r dała przewodniczce wycieczki list do rodziny w Lidzie, ale również nie było odzewu.

Adres na który były wysyłane listy. Natalia Andruszko, ul. Gorkiego 53, Lida

Dodatkowy adres, ul. Kwiatowa (Cwietnaja) taki adres być może funkcjonował wcześniej

Zatem, to już ode mnie;

Kochana rodzino, jeśli odczytacie tę historie prosimy odezwijcie się, całym sercem jesteśmy z wami, i mamy nadzieje że w końcu nasze drogi życiowe sie spotkają. Możemy was odwiedzić a może gdzieś wasza rodzina w Polsce się zadomowiła tym bardziej będzie nam miło odświeżyć kontakt.

Mój adres: Piotr Wysocki Tel. + 48 501 433 435, mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Adres drzewa genealogicznego: https://www.myheritage.pl/site-family-tree-317970941/wysocki

Odnalazłem kopertę dokładnie z roku 1966 w którym zmarł dziadek, na niej adres ale czy aktualny?

Istnieje dodatkowy wątek tej opowieści związany z Lidą, jak dziadek był w obozie to poznał znajomych i Ci znajomi wyjechali do USA.

W załączeniu znajomi Władysława Klimowicza z Augsburga którzy wyjechali do USA jak przyszło wyzwolenie.

Stanisława Deszcz ( wyjechała do USA) - była z Lidy z jednych stron co dziadek Władysław Klimowicz, podobał sie jej dziadek, ale on wolał babcie Zofie, zatem;

Pierwsza od lewej Stanisława Deszcz urodzona w 1924 w Lidzie, wywieziona razem z Władysławem Klimowiczem z Lidy prawdopodobnie z łapanki do Augsburga w Bawarii, w Ameryce w Chicago tańczyła w zespole podobnym jak w Polsce Mazowsze. Jak przyszło wyzwolenie każdy wybierał gdzie chce jechać wiec wybrali USA, pojechali do Chicago…

1 od lewej - Stanisława Deszcz

2 od lewej ?

3 od lewej Maż Stanisławy Deszcz , Tadeusz Koleśnik zapoznał żonę w obozie w Augsburgu w Bawarii,

4 od lewej mama Stanisławy Deszcz od lewej Henryk syn Stanisławy Deszcz

Henryk Deszcz zmarł w 1965.12.08

Koperta z 1961r. jedyna jaka udało mi się odszukać.

Na tym historia się kończy…..

Z wyrazami szacunku Piotr Wysocki

 

 

 

 

Kliknij, aby przejść do strony głównej

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej