Aktualności Rok 2015

4 grudnia 2015

4 stycznia 2016 roku odbędzie się spotkanie opłatkowe TPZL

*** 

 30 listopada 2015

Zebranie sprawozdawczo wyborcze za okres kadencji 2012-2015

 27 listopada 2015 odbyło się Walne Zebranie Członków TPZL. Komisja rewizyjna przedstawiła uchwałę o przyjęciu sprawozdań o działalności Towarzystwa i sprawozdania finansowego za okres kadencji 2012 - 2015. Walne zebranie udzieliło absolutorium ustępującym władzom. Następnie wybrano nowe władze w składzie:

Zarząd

Prezes: Jadwiga Kopeć

Sekretarz: Zbigniew Hancewicz

Skarbnik: Maciej Kołyszko

Członek Zarządu: Katarzyna Ciechanowicz

Komisja Rewizyjna

Przewodniczący: Ryszard Grablis

Członkowie: Ryszard Mierzwa, Lech Mokrzecki

Uzgodniono, w porozumieniu z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lidzkie, że XIII Zjazd Lidzian odbędzie się w roku 2016 na przełomie czerwca i lipca.

Przed rozpoczęciem walnego zebrania  odbyło się posiedzenie Zarządu, na którym  trzy osoby zostały przyjęte do TPZL.

Są to: Wiesław Kłosowski urodzony w r. 1942 w Lidzie,

Kasia Ciechanowicz ur. w r. 1953 w Gdańsku,

Adam Ciechanowicz ur. w r. 1946 w Gdańsku.

Kasia i Adam byli z nami na XII Zjeździe Lidzian

*** 

10 listopada 2015r. złożyliśmy wiązankę kwiatów pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego

***

05.09.2015 

 Odsłonięcie tablicy poświęconej Kresowiakom, którzy przybyli 70 lat temu do Gdańska.

Uroczystość przebiegła zgodnie z programem, tylko wiatr i zimno były poza programowe.Z TPZL oprócz mnie z mężem, była Irena Adamczewska, Państwo Hancewiczowie, Lech Mokrzecki, Ryszard Mierzwa, Wiesław Gierłowski i Ryszard Kozubowski. Ci ostatni jako AK-owcy złożyli pod tablicą kwiaty.

TPZL wystąpiło z nowym bannerem – zdjęcie.  Miałam swoje 5 minut na zabranie głosu. Oto zarys mojego przemówienia. 

"Lida to miasto leżące na południe pod Wilna w odległości ok. 90km od Wilna .

 Przed wiekami leżało na granicy Litwy właściwej i Rusi. Na początku XIV wieku Giedymin zbudował tu zamek obronny. W XVI w miasto zyskało lokację na prawie magdeburskim.

 Z ziemią lidzką związani tacy znani Polacy jak Ignacy Domeyko, Ludwik Narbutt, Stanisław Jundziłł.

 Przed wojną Lida liczyła ok. 30tys mieszkańców.

 W Lidzie stacjonowały pułk piechoty i pułk lotnictwa.

 W r. 1945 do Gdańska przybyli też Lidzianie – tu obecni Ryszard Mierzwa, Zbigniew Hancewicz.

 Nie wszyscy tu dojechali. Na ziemi lidzkiej była bardzo silna, liczna partyzantka AK.  Nie dojechała m.in. Joanna Gadon Lelewska ps. „Rusałka”, jedyny na nowogródczyźnie dowódca placówki – kobieta. Została aresztowana w noc poprzedzającą wyjazd(22.07.1945). Skazana na śmierć, potem na dożywocie, zamęczona przez NKWD. Jej nazwisko znajduje się na pomniku Żołnierzy Wyklętych w Augustowie.To smutne wspomnienie.(zdjęcie)

Z lipca br mamy radosne wspomnienie, bo przyjechałdo nas zespół „Kresowiacy”, aby śpiewać Gdańszczanom. Potomkowie tych, którzy zostali na swojej ziemi, w swoich domach, przyjechali zaśpiewać tym, którzy wyjechali, aby żyć w granicach państwa polskiego.„Kresowiacy” dali 10 koncertów, wysłuchało ich 1-2tysięcy"   

                                                                                               

                          

       

Po odsłonięciu tablicy odbył się objazd autobusem  z przewodnikiem Aleksandrem Masłowskim  po gdańskich  sanktuariach, gdzie są obrazy kresowe.

Byliśmy w kościele Piotra i Pawła  na Żabim Kruku w Gdańsku, który wyremontował  ks. Filipiak  i umieścił w nim obraz Matki Boskiej Łaskawej z kościoła ormiańskiego w Stanisławowie. Można Ją zobaczyć po odsłonięciu głównego obrazu Madonny.

Potem  przeszliśmy w pobliskiej  kaplicy św Anny, dobudowanej do kościoła franciszkanów p.w. św. Trójcy. Jest  to kopia Matki Boskiej Ostrobramskiej wykonana przed wojną  w Wilnie w warsztacie Malinowskich dla amerykańskiego polonusa, nigdy przez niego nie odebrana, przemycona po wojnie do Polski w nowych granicach. 

Kolejny przystanek, to kościół dominikanów p.w. św. Mikołaja. Tam jest Matka Boska Zwycięska (Hadegetria) z  kościoła dominikanów Bożego Ciała we Lwowie, namalowana w XIVw .

Następnie przenieśliśmy się do Wrzeszcza, gdzie w kościele Najświętszego Serca Jezusowego ks. Zator-Przytocki umieścił obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej podarowany przez rodzinę Niewiadomskich, namalowany w Wilnie przez Alfreda Wierusz-Kowalskiego dla kościoła w Smoleńsku.

Kolejna wizyta to kościół pallotynów we Wrzeszczu p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej, gdzie jest kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej z obrazem podarowanym przez pracowników Akademii Medycznej.

Wracamy do Gdańska. W kościele św. Katarzyny, najstarszym kościele parafialnym Gdańska, przekazanym w 1945 r karmelitom, jest obraz z przełomu XVI /XVII w., który znajdował się w kościele karmelitów w Trembowli. Jest tam również obraz Matki Boskiej Szkaplerznej z XVI w. z bliskich Haliczowi Bołszowców  z klasztoru karmelitów. W kościele św. Katarzyny znajduje się również obraz św. Judy Tadeusza ze Lwowa.

6.09.2015 niedziela.

O godz. 12 odbyła się Msza św w intencji Kresowiaków w kościele franciszkanów p.w. św. Trójcy. Śpiewał chór z Kolbud.  Na podwórcu  klasztoru zostaliśmy poczęstowani przez bar Kresowy chlebem ze smalcem z ogórkiem kiszonym i kwasem chlebowym. Na Targu Węglowym obywał się festyn wileński. Trochę popsuła wszysko zła pogpda.

***

22.07.2015

Relacja z pobytu Kresowiaków w Gdańsku (10 do 20 lipca 2015)

Zespół stanowią:

Kierownik Zesołu Czesław Januszkiewicz           

                                                                

   Olga Cydzik          Olga Dorofiejczyk      Anna Komincz    Grażyna Komincz  Tadeusz Komincz

                                                                    

                                   Aleksander Orłowski               Andrzej Skipor

10 lipca, piątek.

Nerwowe oczekiwanie, nie dają znaku życia, telefony nie odpowiadają. Dzwonię do Lidy – wyjechali, całe szczęście, bo wiedziałam, że Tadeusz ma kłopoty z nogą  i obawiałam się, że lekarz zabroni mu jechać. Wieczorem wiadomość – są! Naszą czwórkę – dwie Ole, Andrzeja i Olka odebraliśmy około godz 21.

11 lipca  sobota .                                                                                                                                                        

Oddaję Kresowiaków Zbyszkowi Hancewiczowi , a sama zajmuję się przygotowaniem spotkania  z TPZL , naszymi znajomymi i przyjaciółmi. Spodziewam się 34 osób. Zbyszek zawozi naszych gości na Westerplatte, spoglądają na Gdańsk z Góry Gradowej, jedzą obiad w Hacjendzie we Wrzeszczu.

O godz. 16 napływają goście, na szczęście nie pada, więc zmieścimy się w ogrodzie.  Jest Pani Bożena Kisiel  z Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, są nasi przyjaciele z Solidarności, którzy niedawno wrócili na stale do Gdańska po 29 latach życia w USA, jest Małgosia Gładysz – szefowa biura Marszałka Borusewicza, którego zaprosiłam na spotkanie, ale dzisiaj przebywa zagranicą. Gawędzimy, częstujemy się specjałami z lidzkiego stolika – słoniną, wódką, chlebem i kwasem oraz tym co przygotowałam i przynieśli   tutejsi. Kresowiacy nam śpiewają, a my rozmawiamy, aż robi się zimno, bo skryło się słońce. 

     

                                             

12niedziela

Śniadanie w  nerwowym napięciu, bo przed nami niewiadome - pierwszy koncert w kościele św. Jana. Tak się złożyło, że moja siostra stryjeczna Krysia z mężem Dzidkiem mają w św. Janie mszę na swoją 60-tą rocznicę ślubu, więc Kresowiacy też uświetnią ich uroczystość. Ksiądz Krzysztof Niedałtowski  bardzo ciepło mówi o Kresowiakach. Śpiew brzmi pięknie, po mszy ludzie nie wychodzą, zostają, aby wysłuchać koncertu. Andrzej sprzedał mnóstwo płyt. Moja  siostra Krysia bardzo dziękuje Kresowiakom  w kościele i potem przez telefon.                                                                                                                                                                        

Idziemy na spacer po uliczkach Głownego Miasta zwanym Starym  i na obiad do Strzelnicy św. Jerzego. Wieczorem mamy jeszcze koncert w Starym Ratuszu  w Nadbałtyckim Centrum Kultury (NCK). Sala powoli się wypełnia, ludzie świetnie reagują – klaszczą do taktu, razem śpiewają, Pani Ela Pękala, która nas tu wpuściła  bez opłaty za salę, też w tym uczestniczy. Zjawia się Czesław Tumielewicz z Brygidą, którego nie było na naszym garden party, bo był na plenerach. (foto2909,2914-św.Jan , 2915-NCK)

              

13 lipca poniedziałek

Wstajemy przed godz. 6 i z zespołem w strojach jedziemy do TVP, do redaktora Marka Wałuszko, aby wystąpić w programie Panorama Gdańska. Przed kamerą Kresowiacy śpiewają, potem rozmowa z Anią Komincz i ze mną i na koniec  „Za Niemen hen precz ...”.

Rano spieszymy na spotkanie z przewodnikiem, panem Rajmundem Stremelem, który zgodził się oprowadzić  Kresowiaków bezpłatnie. O godz 12 mamy spotkanie w Radzie Miasta z Przewodniczącym Rady Miasta Gdańska Bogdanem Oleszkiem, Wiceprzewodniczącą  Panią Agnieszką Owczarczak, Dyr. Biura Rady, Panem Spyrą. Nasze władze ujęły gości bezpośredniością i życzliwością. Zaśpiewali w sali reprezentacyjnej, by potwierdzić, że akustyka jest dobra, byliśmy też w sali posiedzeń Rady.

              

              

Po wizycie szefostwo Rady zaprasza nas na obiad do restauracji „Swojski Smak” , tam opowieści o sobie, śpiew, degustacja lokalnych piw. Wracamy do domów i szykujemy się do wieczornego koncertu w kościele pw. Opatrzności Bożej na Zaspie. Witek Forkiewicz – projektant wyposażenia wnętrz  oprowadza nas po kaplicy papieskiej, a z ks. Kazimierzem Wojciechowskim odmawiamy litanię do św. Jana Pawła II. Kresowiacy  podziwiają wnętrze kościóła. Na mszy jest dużo ludzi, chyba przyszli dla nas? Ludzie klaszczą i nie chcą wypuścić zespołu. Ksiądz z własnej woli wystawił skarbonkę. Brakuje płyt , Andrzej sprzedał wszystkie. Po występie część załogi wraca do domu, a ja zostaję z chętnymi na spacer na molo. Jest tam dużo ludzi, którzy jak my podziwiają  piękny zachód słońca.

    

                                                                  

14 lipca  wtorek

Rano czas wolny , mieliśmy jechać tramwajem do Jelitkowa na plażę, ale jest duży ciąg do zakupów , bo każdy ma jakieś potrzeby , głownie to elektronika.                                                                                          

Kasia Ciechanowicz zaprosiła Kresowiaków do siebie na obiad. Przyjeżdżam do nich na koniec obiadu, aby podać informacje  na dzisiaj i jutro. Wracając zatrzymujemy się na chwilę przed Teatrem Leśnym.  Kresowiacy  śpiewają, bez mikrofonów, słyszalność znakomita. Jak będzie sposobność, szefowa „Windy”, która zarządza Teatrem Leśnym, zaprasza na zaimprowizowane śpiewanie  w niedzielę wieczorem, przed spektaklem planowanym na godz. 21. Zabieram swoich – obie Ole, Olka i Andrzeja do domu na piechotę przez las, przez Podleśną Polanę. Reszta wraca do autobusu. Dzisiaj mamy występ w kościele Garnizonowym przy ul. Sobótki we Wrzeszczu, msze są jedna po drugiej, więc aparaturę trzeba ustawić przed pierwszą mszą. Ksiądz Jarek na nas czeka. Pierwsza msza jest krótka i mało ludzi. Przed drugą, naszą mszą kościół się wypełnia, przybywa też drużyna harcerska. Kresowiakom podoba się ten kościół zbudowany na początku XX w., pełen witraży z pięknymi organami. Ksiądz Jarek nas miło zapowiada. Śpiewają pięknie  jak zawsze. Przy „Polesia czar”, pani obok mnie płacze. Na koniec, na bis, Ania proponuje kołysankę, którą dedykuje  dziewczynce zasypiającej  w pierwszym rzędzie na kolanach mamy. Krysia stoi ze skarbonką przed kościołem, ale ksiądz wystawił jeszcze koszyk w kościele. 

      

15 lipca, środa

Udało mi się wytargować dla nas bilety zniżkowe na statek, a Zbyszek je wykupił  w przeddzień, więc jedziemy spokojnie do Gdańska, a stamtąd statkiem do Sopotu. Pani  Agnieszka Owczarczak  zrobiła nam prezent  i załatwiła bezpłatne zwiedzanie Dworu Artusa. Dodatkowo jeszcze obiecałam Ani obejrzenie Żurawia.  Mamy być  w Dworze Artusa o godz. 10, a statek odpływa o godz. 11.30. Załoga jest karna i punktualna, więc się wszystko uda. Po Dworze Artusa oprowadza nas znawca i entuzjasta  tego zabytku. Przeżywamy wystrzał armatni z korwety.  Płynie z nami do Sopotu Adam  C. , który idzie z Kresowiakami do Żurawia, a ja zajmuję miejsca na naszym statku, który nazywa się „Smile”. Płyniemy godzinę . Po drodze  nasi goście już rozpoznają  monument na Westerplatte, molo na Zaspie. Wyładowujemy się przy molo, chwila na wygrzewanie się, rozdaję wejściówki  na molo, które otrzymałam  od Pana Marcina Kulwasa z Kąpieliska Morskiego Sopot.  O godz. 14 spotykamy się w restauracji przy molo „ Rybne jadło” ?…  z widokiem na morze. Tymczasem, kiedy my rozkoszowaliśmy się widokami ze statku, kierowca busu  Henio Chowański  w towarzystwie mojego męża Andrzeja dowożą sprzęt  i kostiumy na molo, zostawiają w zamykanej garderobie przy muszli i odstawiają bus na parking przy KMS załatwiony przez Pana Marcina. Henio boleje, że stracił rejs, ale ma  wdzięczność załogi. Przychodzi Brygida z koszyczkiem „murzynka” dla Kresowiaków, są Basia i Irena. O godz 16.00 zapowiadam koncert  w „Muszli”. Zbiera się sporo ludzi, niektórzy  przysiadają i odchodzą, przychodzą następni. Repertuar jest lżejszy niż  na poprzednich koncertach. Na początku , paru młodzieńców zaczyna tańczyć przed muszlą w takt ludowej muzyki, nikt nie zwraca na nich uwagi i przestają. Na koniec koncertu – zgrzyt. Kresowiacy śpiewają piękną pieśń  „ Za Niemen hen precz”, a na placyk przed muszlą wkraczają dwaj strażnicy miejscy  i próbują wyprowadzić  piwosza z pierwszej lawy, który siedział spokojnie i z nabożeństwem słuchał Kresowiaków. Zaczyna się przepychanka , która zakłóca nastrój koncertu.  Po koncercie wjeżdżamy oszkloną windą na III piętro budynku przy molo,  aby spojrzeć na teren wokół, jeszcze spacer po Monciaku   i zostawiam ich w Sopocie, a sama wracam do domu. Z plakatem z dedykacją dla Kresowiaków od Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. 

      

                                                    

16 lipca, czwartek.

Jesteśmy umówieni na godz. 10  w Europejskim Centrum Solidarności na wizytę u Prezydenta Lecha Wałęsy. Wizytę zorganizował nam Pan Poseł Jerzy Borowczak.  Dzięki życzliwości  kierownictwa ECS, a szczególności Pani Zuzanny Marcińczyk, mamy bezpłatne wejście do ECS. Chwilę czekamy  na wejście do biura Prezydenta Lecha Wałęsy na II piętrze  i  jesteśmy zaproszeni. Prezydent się spieszy na spotkanie. Zamieniamy kilka słów. Prezydent mówi, że bardzo chciałby widzieć  Ukrainę i Białoruś w Unii Europejskiej. Robimy wspólne zdjęcia, Prezydent daje autografy, w tym podpisuje plakat Kresowiaków. Po wyjściu zwiedzamy ECS. Wszystkim ekspozycja się bardzo podoba, nam gdańszczanom też. Z tarasu mamy świetny  widok na stocznie.  Na godz. 14 spieszymy na obiad do „Panoramy” na 16-tym piętrze Zieleniaka. Mamy u stóp dużą część miasta .                                                                                

W  drodze powrotnej  wpadamy do św. Brygidy, przejeżdżamy przed stadionem Ergo –Arena  i wpadamy na chwilę do Katedry Oliwskiej, mały spacer po parku, rzut oka na Pałac Opatów. Wszyscy żałowali, że ominął nas koncert organowy, który właśnie się skończył. Jedziemy obwodnicą na koncert do kościoła Chrystusa Zbawiciela  w Osowie. Naszą mszę odprawia były proboszcz ks. Henryk, który tak ciepło zapowiada Kresowiaków, że sądzę, że pochodzi z Kresów wschodnich, tymczasem okazuje się, że jest  Kaszubem. Kresowiacy ujęli Księdza Henryka pieśnią maryjną , którą zaśpiewali na początku mszy, okazało się, że Ksiądz zna ją z czasów seminarium. Po mszy, koncert świecki. Kresowiacy zaczynają od „Święta miłości Kochanej Ojczyzny” , która od razu chwyta za serca, przy wykonaniu „Polesia Czar” ludzie płaczą, na koniec „Za Niemen...” , prośby o bisy –„Kołysanka Sybiraka”. Stoję przy płytach, które błyskawicznie się kończą, nawet nie starcza ich dla naszych Przyjaciół. 

    

17 lipca, piątek.

Rano wysyłam samych Kresowiaków do Gdyni . Potrzebuję czasu na uporządkowanie rachunków. Dzięki pomocy Izy Ryby z Wydz,. Promocji udaje się załatwić dla Kresowiaków koszulki z napisem „Jestem z Gdańska”.                                                                                                                                                 

Przed miejscem koncertu – Domem Rzemiosła czeka na nich Danka Pliszka, członek TPZL,  która pracowała na rzecz przygotowania koncertu w Gdyni. Załoga z przewodnikiem zwiedza Gdynię, obok Muzeum Emigracji – port, kościół Najświętszego Serca Jezusa, gdzie są drzwi, na których był w r.1970 niesiony zabity Janek Wiśniewski, przejazd przed Pomnikiem  Poległych Stoczniowców, Skwer Kościuszki z obejrzeniem „Błyskawicy”,  „Daru Pomorza”  i „Daru Młodzieży”, obiad „U Sandeckich” i czas wolny na zakupy pamiątek.  Ja przyjeżdżam na koncert  o godz. 18, jestem nieco po godz. 17, a sala  na I piętrze pełniutka, Danka zadziałała, aby otworzyć balkon na II piętrze. Biegam od okna do okna i próbuję je otworzyć, bo robi się duszno. Przybywa Wiceprezydent Marek Stępa. O godz. 18, z wybiciem zegara otwieram koncert i po paru słowach, oddają głos Prezydentowi Stępie. Mówi, że to Ojczyzna odeszła od naszych Lidzian, a Oni  zostali w swoich domach. Koncert zaczynają od „ Święta miłości..”, potem duża porcja piosenek ludowych, cała sala śpiewa! „Polesia czar” wypada przepięknie, Ania czyta białuski wiersz o trójcy Polska, Ruś i Litwa, potem wiersz poległego AK-owca , robi się uroczyście Na koniec „Za Niemen…”.  Sprzedaję płyty, prawie wszystkie poszły. Ludzie podchodzą, aby porozmawiać.

      

                                                          

18 lipca, sobota.

Trudny dla nas dzień.  O godz. 10 pilotujemy busa na Wyspę Sobieszewską, objeżdżamy wyspę, najpierw Świbno, gdzie oglądamy miejsce występów nad Wisłą, przy przeprawie promowej . Chłopacy z zespołu ustalają warunki techniczne występu. Dalej jedziemy wałem przeciwpowodziowym wzdłuż Wisły do śluzy w Przegalinie i drogą na wale wzdłuż brzegu Martwej Wisły. Jesteśmy  spowrotem w Sobieszewie, zostawiamy busa na parkingu przy kościele  i w końcu idziemy na plażę. Woda chłodna, ale niektórzy się kąpią.  Krótkie to plażowanie, bo o godz. 15 czeka nas w hotelu Bartan  Miecia Cierpioł, współorganizatorka  w imieniu Stowarzyszenia Przyjaciół Wyspy Sobieszewskiej, obchodów 120-lecia Wyspy Sobieszewskiej. Tam oddaję zespół w ręce Mieci, a sami gonimy do Gdańska na ślub. Wracamy przed koncertem o godz.19 w Kościele Matki Boskiej Saletyńskiej. Kresowiacy nie są zadowoleni z koncertu nad Wisłą, bo mówią, że nagłośnienie było żle ustawione i wzmocnienie było na nich skierowane, co bardzo przeszkadzało w śpiewie. Po koncercie Miecia zabrała  Kresowiaków na obiad  na drugi koniec wyspy do „Ptasiego Raju”.

O godz. 19 Kresowiacy towarzyszą we mszy świętej, potem dają prawie  godzinny koncert. Kościół jest prawie pełen, dobrze słychać, ksiądz ciepło mówi o Kresowiakach. Świetna słyszalność, piękny śpiew. To udany koncert.  Dostajemy upominki, ja też!. Po koncercie Miecia zaprasza na deser do Ptasiego Raju, mówi, że Wyspa Sobieszewska na swoją rocznicę otrzymała od Kresowiaków piękny prezent.

    

19 lipca, niedziela.

Dzisiaj finał tury koncertowej w Bazylice Mariackiej. Nasi artyści przyjeżdżają już w strojach. Księdza Zielińskiego nie ma, przekazał mnie w ręce Ks. Sławomira.  Panowie montują aparaturę. Chwila rozmowy z organistą i ks. Robertem, który odprawia mszę o godz 12. Powoli kościół wypełnia się ludźmi i o dziwo jest pełny. Nie wiem, czy tak jest  zawsze, czy to z naszej przyczyny. Zdaję sobie sprawę, słucham Kresowiaków ostatni raz w tym roku na żywo, robi mi się żal, że to już koniec, choć fizycznie czuję się zmęczona. Przed nami Anglik śpiewa  razem z Kresowiakami łacińskie wstawki towarzyszące mszy. Po mszy Kresowiacy dają jeszcze prawie godzinny koncert. Ludzie nie wychodzą. Zbyszek czyta swój wiersz. Widzę  prof. Andrzeja Januszajtisa z żoną, z urodzenia  Lidzianina. Po koncercie podchodzi do nas chwali występ, otrzymuje płytę,  ja daję  wizytówkę z adresem TPZL.  Po mszy umawiamy się na pożegnalny obiad razem z organizatorami pobytu Kresowiaków w „Hacjendzie” we Wrzeszczu.                                                                                                                                                          

Załatwiam jeszcze ostatnie formalności, aby się wszystko zgadzało w papierach. Potem już pogawędki przy stole, wzajemne podziękowania. Możemy powiedzieć, że się udało, bogaty program zrealizowaliśmy w całości. Był odzew w prasie lokalnej, na 10 koncertach wysłuchało nas  kilka tysięcy osób. Rozdaję koszulki z napisem „Jestem z Gdańska” robimy zdjęcie.

      

                                                              

20 lipca, poniedziałek. 

Godzina 5, Wyjazd.

Gościliśmy ludzi miłych, wesołych, uczynnych, wrażliwych. Napracowaliśmy się, aby zorganizować Ich wizytę, ale mamy pełną satysfakcję, bo możemy powiedzieć, że się udało, a Kresowiacy jako ludzie i Ich śpiew byli warci tego trudu. Swoim śpiewem, wierszami, które czytała podczas koncertów Ania Komincz przypomnieli mam, proste prawdy,  może nieco przykryte blichtrem nowoczesności, jak ważny jest dom rodzinny, tęsknota za bliskimi, wspomnienia z dzieciństwa  i … zapach chleba.                                                       

 Dziękujemy za wzruszenia, których dostarczyliście nam i wszystkim słuchaczom Waszych koncertów w Gdańsku, Gdyni i i Sopocie.

######################

29.06.2015

Od stycznia roku 2015 pracujemy nad przygotowaniem wizyty zespołu Kresowiacy z Lidy w Gdańsku.

W efekcie tych przygotowań :

-uzgodniliśmy miejsca i terminy 10 koncertów w Trójmieście,

- uzgodniliśmy program spotkań i całego pobytu ,

-mamy umowę z Miastem-Gminą  Gdynia dotycząca jednego koncertu w Gdyni w Domu Rzemiosła  przy ul. 10 Lutego ,

-mamy umowę z Miastem-Gminą  Gdańsk dotyczącą  ośmiu koncertów   w  Gdańsku , jak to przedstawia ulotka oraz jednego w Sopocie w uzgodnieniu z władzami miasta,

- mamy ulotki i plakaty dotyczące koncertów,( poniżej ulotka dla Gdańska)

 

-trwa  rozprowadzanie plakatów i ulotek oraz prowadzenie akcji informacyjnej i popularyzatorskiej ,

- trwa uzgadnianie szczegółów dotyczących poszczególnych koncertów,

- trwa uzgadnianie szczegółów dotyczących pobytu Kresowaiaków w Gdańsku.

Kresowiacy przyjadą 10 lipca wieczorem wynajętym mikrobusem na 8 miejsc, plus kierowca.

Cztery osoby zamieszkają przy ul Barokowej u pp. Kopciów, trzy osoby  u pp.Hancewiczów przy ul Batorego, dwie osoby u pp. Ciechanowiczów przy ul. Na Wzgórzu, czyli zespół będzie zakwaterowany blisko , we Wrzeszczu. Osobno przyjedzie Prezes TKPZL Aleksander Kołyszko, zamieszka u kuzynów w Jankowie, gdyby były problemy komunikacyjne, ma dodatkowa kwaterę w Sopocie blisko kolejki.

Zespół przyjeżdża w składzie :

Kierownik Czesław Januszkiewicz, Olga Cydzik , Olga Dorofiejczyk ,Anna Komincz, Grażyna Komincz Tadeusz Komincz,  Aleksander Orłowski, Andrzej Skipor.

Pierwszego dnia po przyjeździe  Kresowiaków  tj w sobotę 11lipca o godz 16 spotkamy się  jako TPZL z Lidzianami z Lidy w naszym domu przy ul. Barokowej we Wrzeszczu . Na spotkanie zaprosimy też przedstawicieli  Towarzystwa Przyjaciół Wilna i Ziemi Wileńskiej  oraz Towarzystwa Przyjaciół Lwowa.

W poniedziałek  13 lipca Kresowiacy spotkają się w Nowym Ratuszu z Wiceprzewodniczącą Rady Miasta Gdańska Agnieszką Owczarczak .

Sopot zaprosił Kresowiaków na koncert przed molo , fundując bezpłatny wstęp na molo i do BWA.

17 lipca o godz. 18, w Domu Rzemiosła W Gdyni, ul. 10 Lutego, odbędzie się koncert i spotkanie, na którym będzie obecny Wiceprezydent Gdyni Marek Stępa.

W przygotowaniach jak wyżej napracowali się Zbyszek Hancewicz, Danka Pliszka , która praktycznie załatwiła wszystko w Gdyni  i niżej podpisana. W sprawach musi uczestniczyć też nasz Skarbnik Maciek Kołyszko ,dzięki sprawnie załatwianym płatnościom mamy szybko wydrukowane ulotki i plakaty. Proszę o pomoc w ich rozpowszechnianiu i obecność członków TPZL na  koncertach  Kresowiaków.

######################

 8 maja 2015

Drodzy Lidzianie ,  Drodzy Przyjaciele,

ze smutkiem zawiadamiam , że  8 maja odszedł od nas Andrzej Grzybowski , członek naszego stowarzyszenia ,  Lwowiak , nie Lidzianin, który był z nmi jako członek założyciel TPZL  Odszedł  miły kompan wspólnych zodiakowskich spływów  i wycieczek, przybrany członek rodziny.

Poznaliśmy Andrzeja jako przyjaciela teściowej naszej córki Wandy.                                                                  

Jak mówił Andrzej , byli z Elą Jaroszkowską  z domu Podgórską , kolegami  z jednej piaskownicy we Lwowie. Ich mamy Zosia Podgórska i Stefania Grzybowska się przyjaźniły. Szczęśliwe życie dzieci urodzonych w lipcu roku 1931 skończyło się z chwilą  wejścia do Lwowa we wrześniu 1939 roku sowietów.

Ojcowie zostali aresztowani, rodziny żyły w ciągłym strachu . W kwietniu r.1940 przyszedł czas wywózki. Andrzej z mamą zostali  wywiezieni  do Semipałatyńska  w Kazachstanie. Mama Andrzeja , prawnik z wykształcenia , pracowała jako robotnik w cegielni. Przymierali głodem i gdyby nie ratunek ze strony organizującej się armii Andersa , jak mówił Andrzej , pewnie umarliby z głodu.

ZSRR opuścili z armią Andersa na przełomie 08/09 1942, kiedy wyszło z sowieckiego piekła 114tys ludzi w tym 25tys osób cywilnych, a  w tym 13tys dzieci , wśród których był 11-letni Andrzej.

Oboje z mamą  znaleźli się w Palestynie , a potem osiedli w Wielkiej Brytanii. Mama ciężko pracowała, najpierw jako pokojówka w hotelu , potem jako zarządzająca hotelem. Wykształciła Andrzeja i dorobiła się domu w Londynie. Andrzej skończył chemię na uniwersytecie w Londynie, zrobił doktorat. Jak mówił ,bardziej opłacalna od pracy naukowej była praca tłumacza rosyjski-angielski.

W r. 1984 zmarła nagle mama Andrzeja. Był po jej odejściu w złej formie psychicznej , nie miał rodziny, został sam. Ojciec przeżył wojnę, wrócił do PRL, zamieszkał w Legnicy , ożenił się , miał dwójkę dzieci. Rodzice Andrzeja się rozwiedli, a Andrzej chyba nigdy po wojnie nie spotkał się z ojcem, choć opowiadał , że był w Polsce z mamą w latach siedemdziesiątych, więc  może się spotkali.

Dwa lata po śmierci matki , ogłoszenie w gazecie dane przez Andrzeja o mszy za jej duszę odczytała znajdująca się właśnie w Londynie przyjaciółka z czasów lwowskich  Zosia Podgórska. Na  tej mszy , po 44 latach odnowili znajomość. Andrzej zaczął przyjeżdżać do Polski i gościć w domu swojej przyjaciółki z dzieciństwa Eli po mężu Jaroszkowskiej. Dzieci Elżbiety Maciek i Agata pomieszkiwali u Andrzeja w Anglii, Agata tam skończyła studia i wyszła  za mąż za Anglika. Maciek Jaroszkowski w r. 1992 został naszym zięciem.  Urodziły się nasze wspólne wnuki Bartek i Majka.

Andrzej kupił ziemię na Kaszubach , nad jez. Wdzydze i wybudował  dom we Wdzydzach Tucholskich zaprojektowany przez Maćka i Wandę. Ela chętnie tam przebywała przez całe lato, czasami z wnukami. Urządzała z Andrzejem dom , a samodzielnie ogród. Często tam wpadaliśmy. Andrzej odwiedzał nas w naszym kaszubskim letnim domku nad jez Raduńskim. Byliśmy silni , zdrowi , dzieci rosły , było pięknie.

Andrzej chętnie brał udział w wycieczkach , spływach kajakowych. W r. 2000 zjechaliśmy z moim mężem , Elą Jaroszkowska i Andrzejem G . Ukrainę  śladami Sienkiewicza . W r 2003 był pierwszy wspólny z Andrzejem spływ Krutynią .Potem  w r.  2004 była Narew z  naszymi przyjaciółmi  z drużyny harcerskiej –Zodiak, w r. 2005 Pisa z jeziorami mazurskimi,  w 2007 spływ Mereczanką na Litwie,  w 2008 Omulew na Kurpiach, Łyna  w 2009.  Jeszcze raz Krutynia  w r.2010z naszymi przyjaciółmi Danką i Kazikiem  oraz  z naszymi wnukami Bartkiem i Pawłem , w r. 2011 Czarna Hańcza z Bogusiem i Pawłem, ,Rospuda  w 2012 z Pawłem .

W r.2004 , w sierpniu wędrowaliśmy z Lucy Bosakową , Anią Matkowską i Andrzejem  przez Bieszczady. W Przeworsku szukaliśmy i znaleźliśmy grób adwokata Jana Grabińskiego brata matki Andrzeja . w drodze powrotnej do Gdańska zajechaliśmy  do Walewic, jest tam w kaplicy tablica rodu Grabińskich , ostatnich właścicieli Walewic, to krewni mamy Andrzeja.

W roku 2009 jadąc  do Szkocji odwiedziliśmy  z Bogusiem Andrzeja w Burlely  w New Forest.

Mój album pokazuje ostatni wspólny rodzinny obiad z Elą i Ryśkiem Jaroszkowskimi  26.12.2010. wtedy też obchodziliśmy 50-te urodziny Maćka. W ciągu następnego roku odeszli oboje Rysiek  w marcu , a Ela w styczniu r. 2012. Andrzej był człowiekiem skrytym i małomównym. Śmierć Eli musiał bardzo przeżyć , bo była Mu przybraną siostrą.

W roku 2012 Andrzej miał poważne problemy ze zdrowiem, kiedy wydobrzał , zdecydował się na przeprowadzkę do Polski. Sprzedał dom w Burlely, przywiózł na Wdzydze z Anglii swoje książki i pamiątki osobiste.  W domku na Wdzydzach zrobił nowe ogrzewanie przy pomocy pompy cieplnej.

W r. 2013 , w lipcu byłam  razem z naszą wnuczką Hanią i Andrzejem  na wycieczce  organizowanej przez Związek Szlachty Polskiej w Dolinie Prypeci  na Białorusi, Andrzej znowu był w dobrej formie.

Decyzja o przeprowadzce do Polski , nie była jednak pełna , kupił mniejszy domek , połowę bliźniaka w Swaly  też w parku  narodowym New Forest.

W r. 2014 Andrzej spędził Wielkanoc  u nas , w Gdańsku. W r. 2014 byliśmy  też razem  w sierpniu na XII Zjeździe Lidzian,  w Lidzie , na Białorusi.

 Ostatni raz widzieliśmy się  chyba 23 sierpnia  2014 r.na Wdzydzach.  Andrzej szykował się do wyjazdu na zachód. W ogrodzie zostawały jeszcze owoce na drzewach sadzonych przez Elżbietę. Poprosiłam , a on zgodził się , abym je zebrała jak dojrzeją. Zrobiłam to . Umawialiśmy się na spróbowanie nalewki na dereniu z Jego ogrodu. Na Wielkanoc w r.2015  nie przyjechał do Polski. W liście internetowym  przyznał się , że choruje-wykryto u Niego białaczkę.  W nowym domu był sam, bez przyjaciól. Wiemy , że w czwartek  7.05 pod wieczór dzwoniła do Niego  przyjaciółka z Warszawy Ela P. Pod koniec rozmowy , miał kłopoty z mówieniem . Pani Ela prosiła , aby wezwał lekarza. Zmarł w szpitalu  8 maja. Chciał być pochowany  obok matki w Londynie na  polskim cmentarzu w Gunnersbury.

Spotkamy się na mszy za Jego duszę.

Jadwiga Kopeć 

######################

8 marca 2015 msza w Bazylice Mariackiej za członków Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej  i mini kiermasz kaziukowy.

######################

27 lutego 2015 Warszawa odebrałam paczkę z nowowydanym numerem 2011/2  Ziemi Lidzkiej.

Paczkę dostarczył mi Jacek Michałowski , który doprowadził do wznowienia wydawania Ziemi Lidzkiej (ZL).  Ziemia Lidzka wychodzi od 1936 r. z przerwą 1940 -1990. W roku 2011 ustało jej wydawanie z powodu braku środków.   Chcemy zachować ciągłość wydawniczą i dogonić rok 2015, bo  w Lidzie czekają na wydanie przygotowane materiały.                                                                                                         

Otrzymałam ok. 80 egz do rozprowadzenia w Polsce.

Jacek ze względów rodzinnych nie może dalej zajmować się wydawaniem  czasopisma , ale na moją prośbę zgodził się ponownie uruchomić druk dwóch numerów 2012 i 2013 na tych samych warunkach, jak tylko będzie gotowy skład kolejnego numeru .

Naszemu spotkaniu towarzyszył Andrzej Oborski, który przejął egzemplarze należne sponsorom z Warszawy. Umówiliśmy się, że będzie rozprowadzał ZL za opłatą równą kosztom samego druku.

 

######################

29.01 2015 Rada Miasta Gdańska podjęła uchwałę V/36/15 o ustanowieniu Roku Pamięci o tych , którzy przybyli do Gdańska  70 lat temu z dawnych kresów wschodnich 

######################

Styczeń 2015.  Rozpoczęcie przygotowań do przyjazdu Kresowiaków.

25.01 2015 wysłaliśmy do Lidy  ze Zbyszkiem Hancewiczem w imieniu TPZL zaproszenie  dla całego zespołu 11-osobowego Kresowiaków  na przyjazd do Gdańska i otrzymaliśmy potwierdzenie przyjęcia zaproszenia.

W lutym wysłaliśmy list do Prezydenta Gdańska  z prośbą  o miłe przyjęcie Kresowiaków, wpisanie ich występów do programu obchodów Roku Pamięci i wsparcie finasowe.

Ustaliliśmy datę przyjazdu Kresowiaków -10 lipca , wyjazdu 20 lipca.

Z Biura Prezydenta otrzymaliśmy odpowiedź, że powinniśmy wystąpić o grant dla stowarzyszeń działających  na polu kultury.

Pracuję nad wnioskiem , który należy złożyć do 18 marca. Wniosek zawiera wycenę kosztów i harmonogram  występów. 

######################

10 stycznia  2015  -  spotkanie  opłatkowe.

Spotkanie odbyło się przy ul. Barokowej 2 w Gdańsku.  Wzięło  w nim udział 9-ciu  członków TPZL oraz 7-mioro zaprzyjaźnionych gości,  w tym kandydatka na członka TPZL Danuta Pliszka. Gościem honorowym spotkania był ks. Krzysztof Niedałtowski, Duszpasterz Środowisk Twórczych w Gdańsku.                           Celem głównym spotkania było złożenie sobie życzeń i podzielenie się opłatkiem. Na tę okoliczność ksiądz Krzysztof powiedział kilka słów, życząc nam pokoju wokół i pokoju w naszych sercach. Zaśpiewaliśmy parę kolęd i zasiedliśmy do wspólnego stołu.

Przy stole Ryszard  Grablis czytał nam fragmenty wspomnień  uwięzionego w Wilnie r. 1941 ,  i potem w r.1944 autora książki Czesława Zgorzelskiego (Przywołane z pamięci, wyd. Norbertinum, Lublin 1996)

Na to, obecny na spotkaniu  Jan Czerniawski opowiedział nam fragment swojej wojennej epopei –ucieczkę z obozu w Donbasie. Pan Jan brał udział w odbiciu więźniów z więzienia lidzkiego w styczniu r. 1944. Pan Jan przekazał nam nagrania ze swoją opowieścią , aby umieścić ją na naszej stronie internetowej, założonej w r. 2014. Mamy to w planie.

Po odejściu od stołu Ryszard Grablis kontynuował czytanie fragmentów książki z opisem pochowania majora  Kalenkiewicza i 35 jego żołnierzy w Surkontach i pokazał zdjecia  z cmentarza na którym bywaliśmy podczas zjazdów Lidzian. Był to dawniej stary cmentarz powstańców styczniowych. Irena Adamczewska znalazła tam stary grób z jej nazwiskiem rodowym.                    

Korzystając ze spotkania omówiliśmy  dwie sprawy związane z planami na rok 2015.                          

W r. 2015 chcemy przyjąć w Gdańsku  znany z występów w Polsce i na Białorusi zespół Kresowiacy z Lidy. 

Planujemy ich przyjazd na przełomie maja i czerwca 2015.  Zarząd TPZL wystosuje formalne zaproszenie do Kresowiaków. Zespół możemy przyjąć w domach prywatnych . Ksiądz Niedałtowski obiecuje umożliwienie Kresowiakom towarzyszenia śpiewem podczas mszy , ew. również po mszy . Basia Zieleń dowie się o możliwość występów w kościele na Żabiance. Inni zebrani sprawdzą możliwość koncertowania Kresowiaków w innych miejscach oraz sprzedaży ich nagrań.

Druga sprawa , to wznowienie wydawania Ziemi Lidzkiej. Na podstawie rozmów z p. Jackiem Michałowskim i Olkiem Kołyszko , podałam informację , że do końca 3-go tygodnia stycznia br A. Kołyszko prześle skład numeru 2011/2 do J. Michałowskiego, który zamawia kolejkę w drukarnia na 4-ty tydzień stycznia.

Obecna na spotkaniu Danuta Pliszka złożyła deklarację wstąpienia do TPZL. 

      

     

Kliknij, aby przejść do strony głównej

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej