Relacja z XI zjazdu 2012

28.06 Podróż do Lidy. 

W zjeździe bierze udział 26 osób które odpowiedziały na moje ogłoszenie. Potem przyjedzie jeszcze wprost  z Giżycka Jarosław Machnacz. To mało , w ostatnim zjeździe uczestniczyło 56 osób, a na pierwszych uczestników było około 200. Osobiście obdzwoniłam ok. 200 osób. Dałam ogłoszenie na stronie internetowej Oddziału Związku Szlachty Polskiej w Białymstoku. Pewnie akcja informacyjna mogłaby być lepsza, ale na tyle tylko było mnie stać. Musimy też przyjąć do wiadomości , że jest nas coraz mniej. Pojawia się wciąż ktoś nowy z młodzieży i to cieszy, ale nie są to tłumy.

Do Białegostoku dojeżdżamy na własny sposób, głównie pociągiem. Pięć osób jedzie własnym samochodem. W pociągu z Gdańska jest nas sporo-Irena Adamczewska, Basia Zieleń, Czesław Tumielewicz, Pani Danuta Hausser , ja z wnukiem Pawłem Kopciem. Sporą część drogi zajmują nam lidzkie opowieści. Basia opowiada o losach swoich starszych braci czynnych uczestnikach akcji AK na Wileńszczyźnie, Irena o czasach wojennych i powojennych, bo Lidę opuściła dopiero w r. 1959.

Denerwuję się czy autobus firmy Apex z Białegostoku ,zamówiony poprzez Internet nie nawali, czy będzie nas oczekiwał od godz. 14.00 jak się umówiliśmy. Autobus jest, czeka  na nas kierowca pan Stanisław, jest też 21 osób, sprawnie ruszamy  godz. 15.00 w kierunku granicy.

Przejście granicy zajęło nam ok. 3 godzin, godz. 18.30 (chyba już czasu  białoruskiego czyli z godzinnym cofnięciem)ruszyliśmy w stronę Grodna. W Lidzie byliśmy trochę po godz 20. Na parkingu przed kościołem i hotelem oczekiwał nas Prezes A.Kołyszko z Zarządem TKPZL oraz lidzcy Przyjaciele. Są moi Nowiccy jest Teresa Zmitrowicz i Wera Garniewicz.

title 2

 

Lidzcy Polacy witaja nas ozdobną bułką i szampanem. Olek prowadzi część osób do hotelu, resztę zabierają na kwaterę Lidzianie.

 

 

 

 

29 czerwca, piątek, św. Piotra i Pawła - Surkonty, Wasiliszki, Dziektiary, Wawiórka.

Rano niespodzianka , bo przy wymianie pieniędzy spotykamy Weronikę Tumielewicz –Mikołajczyk i Andrzeja Mikołajczyka , na których weselu bawiliśmy się rok temu. Przyjechali , aby zabrać do Wrocławia dziadka . Nawiasem mówiąc dwa lata temy za 1zł dostawałam 500rb, teraz dostałam - 2500rb.

Dzisiaj w planie zjazdu mamy odwiedzenie cmentarza akowskiego w Surkontach. Przed wyjazdem z Lidy pokłoniliśmy się parku przed kamieniem poświęconym pamięci ks. Falkowskiego. Kupujemy wiązanki sztucznych kwiatów , zdobimy je biało czerwoną szarfą . Na cmentarzu w Surkontach umieszczamy wiązanki pod krzyżem poświęconym poległym i pomordowanym uczestnikom bitwy AK-wojska NKWD 21.06.1944 z dowódcą ppłk Maciejem Kalenkiewiczem.

 

Dalej jedziemy na mszę odpustową do Starych Wasiliszek. Upał , mnóstwo ludzi i samochodów. Na zdjęciu kościoła widać w dolnej partii szare tablice. To tablice z polskimi nazwiskami , prawdopodobnie fundatorów kościoła , nazwiska skute i zamazane zaprawą cementową. Uroczysta msza z procesją . Nie udaje się porozmawiać z proboszczem. Jeszcze przed nami klub-muzeum Czesława Niemena.  W muzeum rodzinne pamiątki. Dla nas irytująca jest przerwa w życiu Niemena wynikająca z ekspozycji, nie ma okresu polskiego. Był w Wasiliszkach , zniknął i już jako sławny odwiedzał dom stryja, który tu pozostał. Spytałam dlaczego nie ma tu zdjęcia drugiego stryja  Józefa Wydrzyckiego , którego też często odwiedzał, tylko w Polsce w moim  i Pani Heleny Ozonkowej Świebodzinie, gdzie J.Wydrzycki był dyrektorem liceum w którym zdałam maturę. Obiecałam sobie postarać się o zdjęcie Józefa Wydrzyckiego i wysłać go do muzeum w Wasiliszkach. Spieszymy na obiad w domu agroturystycznym w Dziektiarach w powiecie szczuczyńskim u pani Jadwigi. Stół nakryty w ogrodzie, wykoszona trawa, piękne kępy kwiatów, huśtawka, w szopie wystawione na sprzedaż rękodzieło, w przerwie można potańczyć przy miłej muzyce. Lidzianin Jerzy Wojtkiewicz przygrywa na gitarze. Smaczne jedzonko , miła atmosfera.

W drodze powrotnej zajeżdżamy na cmentarz w Wawiórce , gdzie jest grób Ponurego (traz pusty z powodu ekshumacji i przewiezienia prochów na Wykus w kieleckiem) i jego żołnierzy.

 

 

 

30.06 sobota – spacer po Lidzie –trasa akcji odbicia więzienia przy ul. Syrokomli, stary cmentarz, przebudowane tereny przed dożynkami, zamek, spotkanie z Zarządem TKPZL, wieczorna msza w farze.

Rano udajemy się w  stronę rynku i tartaku przy ul Syrokomli. Tartak jest teraz, był też przed wojną i w czasie wojny. Pani Danka Haussr z domu Markiewicz opowiada, że jej ojciec był w czasie wojny jego kierownikiem, więc jako dziecko czasami bawiła się na dziedzińcu. Przed nami budynki, które w czasie wojny były niemieckim więzieniem. Teraz to administracja fabryki mebli. W piwnicach stoi woda, nie można do nich wejść. Po dużych aresztowaniach w Lidzie dowództwo AK  Okręgu Nowogródek zadecydowało o odbiciu więzienia. Do organizacji akcji Oddział II Komendy Okręgu wyznaczył ppor. „Zdzisława” Zenona Batorowicza. Rozkaz wykonania akcji otrzymał oddział partyzancki por. „Krysi” – Jan Borusewicz, który wyznaczył do jej przeprowadzenia 7 partyzantów pod dowództwem Alfreda Friesa ps” Bez”, z zastępcą Tadeuszem Bieńkowiczem ps „Rączy”. Brat Basi Zieleń Zbigniew  Hryckiewicz PS” Szczerbaty"  uczestniczył w akcji na więzienie. W  noc 18/19.01. 1944 r. udało się bez strat uwolnić 69 polskich więźniów. Idziemy przez stary cmentarz, tak jak szli z więźniami Akowcy w kierunku przeprawy Lidziejce, opowiadając o tamtych wydarzeniach opisanych w „Ziemi Lidzkiej”. Na koniec robimy grupowe zdjęcie pod krzyżem katyńskim wystawionym przez TKPZL. 

 

Dalej mamy czas wolny. My z Pawłem idziemy na Zamek Giedymina po kompletnej rekonstrukcji, w zmienionym otoczeniu. Zmienił się też hotel w którym zatrzymywaliśmy się w czasie poprzednich zjazdów, zewnętrznie i wewnętrzne. Teraz to normalny hotel, urządzony jak należy i adres ma dobry-ul. Grunwaldzka 1, a przed hotelem postać wędrowca z widokiem na farę, a z wędrowcem na zdjęciu  Paweł K.

 

Na zamku - zaskoczenie wita mnie herb Trzaska, czyli herb mojego lidzkiego dziadka Kazimierza Tumielewicza, tablice poświęcone Witoldowi Pileckiemu. Mokrzeckim, Druckiemu-Lubeckiemu i innym znanym Polakom z tej ziemi.

 

 

Po południu o 16.30 mamy spotkanie z TKPZL. Spotykamy się z Zarządem w domu brata Prezesa Aleksandra Kołyszki. Nakryte stoły, kawa, herbata, słodycze, dokładamy przywiezione z Polski.  Przekazujemy przywiezione gadżety-torby, czapki, proporczyki.

Olek mówi o pracy Towarzystwa. Przedstawia plakat rajdu rowerowego im W. Pileckiego. Rozmawiamy o przyszłości. Należy kontynuować serię książeczek zasłużonych Polakach stąd, dalej wydawać „Ziemię Lidzką „.Jak możemy pomóc ? Proponujemy prenumeratę. Mówię o pomyśle spisania historii rodzin lidzkich i wydania jej. Ta rozmowa była bardzo nam potrzebna.

Wychodzimy o godz 18.30, aby zdążyć na mszę w farze.

1 lipca niedziela - wycieczka do Nieświeża i Miru.

Nieśwież leży na południe od Stołpców, przed wojną granicznego miasta  na Niemnie. Mir ok. 10 km na zachód od Stołpców. Jest z nami Pan Andrzej Oborski, który urodził się w miejscowości Horodziej, najbliższej Nieświeża stacji kolejowej. Pan Andrzej opowiada  o tym czego jako dziecko był świadkiem lub wie od rodziców. 17 września 1939 sowieci otoczyli zamek kordonem wojsk NKWD, po to aby uchronić właścicieli –rodzinę Radziwiłłów przed grabieżą. Radziwiłłowie przez tydzień wozili swoje dobra na stację w Horodzieju, gdzie czekała na nich salonka. Skąd takie względy ? Właściciel zamku( imię ?) był zaprzyjaźniony z hr. Ciano. Powiadają, że prawdopodobnie telefonicznie poprosił Ciano o wstawiennictwo u Ribentroppa, ten zaś zwrócił się do Mołotowa. Na zamku wisi informacja o prześladowaniach jakie Radziwiłłów  spotkały ze strony NKWD. Tylko ta informacja dotyczy innej osoby -Janusza Radziwiłła właściciela Nieborowa, posła i senatora RP.

Pałac  jest kompletnie odrestaurowany, sale wyposażone w stylowe meble i kopie obrazów. Trudno ocenić staranność tej restauracji, ale wygląda to imponująco. Odnowiony jest też park i fosy. Powiadają, że były na to przeznaczone środki UE.

 

W pałacu tłumy zwiedzających Białorusinów. Po obiedzie zjedzonym w restauracji pod namiotem w pobliżu zamku udajemy się do Miru, położonego  ok. 10 km na zachód od Stołpców. Mir jest też kompletnie odrestaurowany-to sprawa ostatnich lat. Wokół zamku festyn, rozstawione namioty różnych rzemieślników z dawnych czasów, robią i sprzedają rękodzieło jako suweniry. Mir zbudowała rodzina Illiniczów w XV w., do wojny należał do Świętopełk – Mirskich. Miła przewodniczka –Czeczenka przeciągnęła nas przez wszystkie umeblowane sale aż do piwnic, też urządzonych jako spiżarnia i kuchnia.                                                              

 

 

2 lipca poniedziałek - wycieczka do Słonimia, Kosowa, Mereczowszczyzny, Różannej Żyrowic 

Słonim leży nad  rzeką Szczarą. Prezentuje się jako czyste, ukwiecone miasto. Zwiedzamy dwa dobrze utrzymane kościoły. Przed jednym z nich-groby polskich żołnierzy z r.1920, w drugim pamiątki po dwóch błogosławionych siostrach zakonnych straconych za opiekę nad Żydami.

 

Jedziemy do pobliskiej Różanej gdzie na wzgórzu górującym nad miasteczkiem  kanclerz WKL w XVII Lew Sapieha  wzniósł zespół pałacowy, gdzie gościli królowie polscy Władysław Waza w drodze na Moskwę oraz Stanisław August Poniatowski. Ta wspaniała rezydencja zwiedzana przez na podczas kolejnego zjazdu, była kompletną ruiną. Teraz widzimy odrestaurowaną bramę wjazdową i dwie kordegardy.

 

Przed nami Kosów Poleski i neogotycki pałac  zbudowany w r. 1838 przez hr. Wandalina Pusłowskiego. Ten pałac też próbowaliśmy widzielć podczas poprzedniego zjazdu ok. 5 lat temu., ale było to niemożliwe tak pałac był obrośnięty młodym lasem. Przed wojną w pałacu mieściły się biura starostwa kosowskiego.

 

U podnóża wzgórza na którym stoi pałac znajduje się folwark Mereczowszczyzna, gdzie stał dwór Kościuszków w którym w r. 1746 urodził się Tadeusz Kościuszko. W drewnianym dworze przed wojną znajdowało się muzeum T. Kościuszki. Dwór w r. 1942 spalili partyzanci radzieccy. Parę lat temu dworu nie było. Teraz jest odbudowany, a przed dworem stoi pomnik narodowego bohatera Białorusi - Tadeusz Kościuszko.

 

Otoczenie dworu zostało chyba w udany sposób zmeliorowane, bo są tam miłe dla oka stawy, a w pobliżu sympatyczna restauracja, w jej piwniczce w upalny jest szczególnie miło zjeść dobry obiad, jest tam herb Pusłowskich-w herbarzu znajduję inny.

  

 3 lipca, wtorek, Lida

W Lidzie święto wyzwolenia  Białorusi, czyli wejścia wojsk radzieckich . Upał nieludzki. Na placu przed    Domem Kultury odbywają się występy zespołów różnych kultur. Ani krzty cienia. Ludzie na wizytowo, niektóre dziewczyny rozebrane wizytowo. Uroczystość otwiera znany nam z poprzedniego zjazdu mer Lidy Ostrowski. Potem przedstawiciele kultur, na estradzie jest Olek Kołyszko i dziewczyny w łowickich strojach z Domu Polskiego. Najpierw występy z Domu Kultury. Polskie występy zaczynają zespoły z Domu Polskiego, a pierwszy jest Zenon Bieńko z lukaszenkowskiego  Związku Polaków. Śpiewa „Pieśń o Lidzie”, na oko nie budzi sympatii, chyba całe życie „służył”. Natomiast budzą sympatię młodzi ludzie   z Domu Polskiego, którzy pięknie tańczą mazura i poloneza w mundurach szwoleżerów. Rozmawiam z ich opiekunką, jest inteligentna, dobrze mówi po polsku, zaprasza do Domu Polskiego. Zespół z Brzozówki pięknie śpiewa „Polskie kwiaty „ i „Bal” (Rodowicz).

Występują też starsze panie, które maja plakietki „Sybirak”, śpiewają poloneza Ogińskiego „Pożegnanie z Ojczyzną”. Na koniec dla nas „Kresowiacy”, którzy wyróżniają się duża kultura muzyczną. Po nas jeszcze byli Ukraińcy, Litwini, Rosjanie.

 

Wczesnym popołudniem udaliśmy się nad Niemen w okolicy Bielicy. W cieniu rozstawione stoły, łąka pachnie obłędnie, ptaki śpiewają, jest rozkosznie. Kresowiacy śpiewają jak anioły., jak śpiewają „Za Niemen hen precz” to „ciarki przechodzą po plecach”. Jest z nimi Grażyna Komincz, studiująca w Krakowie wokalistykę. Przewiduję, że przyszła sława. Jak zwykle są  tańce, śpiewa też  z gitarą Jurek Wojtkiewicz. Idziemy z Olkiem, aby porozmawiać o przyszłości. Pytam jak możemy pomóc ? Formuła zjazdów chyba się wyczerpała, może będę propozycje wycieczek ? Olek chce wydawać książeczki o zasłużonych Polakach-ludziach tej ziemi. Najbliższa wydania może będzie ta o Irenie Stasiewicz, a może o jej ojcu Witoldzie Stasiewiczu, lidzkim lekarzu, profesorze Akademii Medycznej w Białymstoku, a moim ojcu chrzestnym. Ja myślę o znanej nam historii rodzin lidzkich, którą sami napiszemy. Na koniec robimy rodzinne zdjęcie nad Niemnem. Nie chce się wyjeżdżać.

  

 

4 lipca, środa, wyjazd.

Po tygodniu upałów Lida żegna nas deszczem. O godz 7 rano żegnają nas Olek Kołyszko, Teresa Zmitrowicz, Wera Garniewicz i inni. Jada z nami do Grodna Ania i Tadeusz Kominczowie  z córką Grażyną, udają się na ślub drugiej córki do Krakowa. Rozliczam autobus, na szczęście nie zabrakło mi pieniędzy. Granicę przekroczyliśmy sprawnie, w Białymstoku jesteśmy trochę po godz 11 czasu polskiego.

Do zobaczenia Lido!

Relację napisała Jadwiga Kopeć

 

Kliknij, aby przejść do strony głównej

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej