Relacja z XII Zjazdu 2014

(autor Jadwiga Kopeć, zdjęcia Andrzej Kopeć).

 

Intensywne prace organizacyjne trwały od początku czerwca do wyjazdu na początku sierpnia  2014 r. Prace nad przygotowaniem zjazdu  przez TPZL zaczęły się w styczniu, po moim spotkaniu  w Warszawie z przedstawicielami Fundacji „Polskie Kresy Wschodnie - Dziedzictwo i Pamięć”, na którym otrzymałam mocną zachętę do organizacji zjazdu.

Pierwotnie zgłosiło się około 50 osób, w efekcie pozostało 30 osób  oraz 4 osoby, które załatwiały formalności w ostatnim tygodniu przed wyjazdem.

6 sierpnia 2014, środa-podróż do Lidy.

Pierwszy dzień zjazdu to podróż. Uczestników jest 34, tylko Państwo Ł. jadą samochodem , reszta autobusem. Około 10 osób przyjechało do Białegostoku w przeddzień wyjazdu do Lidy, 12 osób jedzie z Gdańska, reszta zjeżdża z Warszawy i innych stron Polski. Autobus  firmy Akces  jest umówiony na parkingu na dworcu autobusowym o godz. 14, towarzystwo w miarę przybywania sadowi się w pojeździe. Ryszard G. reprezentuje organizatorów. Szczęśliwie pociąg gdański przyjeżdża punktualnie, wsiadamy, ale nie ma Panów Michałowskich, którzy do dzisiaj walczą o wizę. Są trochę po godz. 16 . Rozdaję identyfikatory i program, o godz. 17 wyjeżdżamy. Do granicy blisko , ale po przejściu przez polską strefę grzęźniemy na ziemi „niczyjej” w otoczeniu osobowych samochodów białoruskich. Z Lidy idą smsy, co z nami? Czas płynie, a sprawa wygląda beznadziejnie. W końcu Andrzej O. idzie po pomoc do polskich pograniczników. Jeden z nich wyprowadza nasz autobus na pas dla tirów i sprawy zaczynają się posuwać do przodu, ale i tak granicę opuszczamy po 3 godzinach. Potem długie tankowanie autobusu i ruszamy obwodnicą Grodna do Lidy. Na parkingu przed kościołem farnym w Lidzie jesteśmy o godz. 22.15, czyli czasu lokalnego o 23.15, ale mieszkańcy hotelu dostają jeszcze kolację. Czeka na nas Olek K.  i grupka Lidzian. Dostajemy uściślony program pobytu.

7 sierpnia 2014, czwartek- spacer po Lidzie, zwiedzenie zamku, wyjazd śladami Mickiewicza do Bolcienik, Bieniakoni, Gojcieniszek, spotkanie z członkami TKPZL .

Spotykamy się o godz. 10. Idziemy na spacer obok zamku, na stary polski cmentarz.

                                                           

 Na cmentarzu porządek, nie ma chaszczy, ale i nagrobków jakby mniej, jest kilka nagrobków odnowionych przez rodziny. Olek opowiada o krzyżu katyńskim, odnowionej kaplicy cmentarnej 

. Idziemy na wojskowa część cmentarza, gdzie groby z roku 1920 i pomnik lotników, widać nowe ogrodzen

ie.  Dalej kierujemy się   drogą w stronę tartaku, wojennego więzienia,  gdzie AK odbiło 69 więźniów 18.01.1944, obok  jarmarku idziemy na zamek. Na dziedzińcu widać jakiś nowy drewniany  obiekt na zamku nie ma już herbów szlachty lidzkiej, nie ma tablic poświęconych znanym osobistościom i bohaterom tej ziemi jak  Pilecki, Mokrzeccy, które były tu dwa lata temu.

 

Zjadamy pyszny obiad w restauracji Sabrina i wyjeżdżamy w drogę śladami Mickiewicza.

 Zajeżdżamy najpierw do Trokieli, aby obejrzeć tablicę wystawioną w styczniu br. staraniem m.in. TKPZL , poświęconą Władysławowi Mickiewiczowi straconemu za udział w AK na rynku w Trokielach 6 lutego 1945 r.

                                                               

                               

 Duchowo, jako TPZL uczestniczyliśmy w odsłonięciu tej tablicy. Na prośbę pani Iwony  zajeżdżamy do Hermaniszek, gdzie pracował jako ksiądz jej stryj Giedymin Pilecki, który redagował biuletyn informacyjny Okręgu Nowogródzkiego AK.

                                                       

                                          .

W drodze do Bolciennik Olek czyta nam wiersze poety z Bolcienik Michała Wołosewicza, który był piewcą miłości Adama i Maryli. Wstępujemy do dworu Puttkamerów wybudowanego w połowie XIX w na miejscu dworu w którym bywał Adam Mickiewicz. Po ślubie Maryli w r. 1821 Adam odwiedzał ją w Bolcienikach, a mąż nie był temu przeciwny. Powiadają, że próbowała popełnić samobójstwo. W r. 1822 urodziła córkę Ewelinę, której jak plotka głosi,  ojcem był Mickiewicz. Maryla po śmierci Puttkamera mieszkała w Brażelcach, gdzie zmarła w r. 1863, pochowana w Bieniakoniach, w których będziemy. Zachodzimy do dworu  w Bolcienikach, w którym są biura. Wnętrze jest fizycznie zachowane, co trzeba docenić, ale spaskudzone sztuczną wykładziną na ścianach i suficie. Z dawnego dworu zachowały się dwa kominki.

                                                     

                                           

W Bieniakoniach zaglądamy do kościoła obstawionego rusztowaniami. Jest tam kopia obrazu Chrystusa ukrzyżowanego Salwatora Dali.

                                 

 

                                                                                    

Przed nami jeszcze Gojcieniszki, gdzie oglądamy pałac, który był dla Mickiewicza pierwowzorem pałacu Horeszków opisanego w „Panu Tadeuszu”. Pałac zbudował  na początku XVII w urzędnik królewski Holender Nonhart. Pałac potem był własnością Chreptowiczów, Puttkamerów, Rymszów. Na oknach pawilonu ogrodowego były podpisy Mickiewicza i jego przyjaciół , ale po  remoncie się nie zachowały. Obecnie jest tu szpital psychiatryczny. 

 

 

Wieczorem mamy spotkanie z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Towarzystwo sprzed hotelu zabiera mikrobus i dowozi na ul. Kalinowskiego. Witają nas chlebem i solą. Znam wszystkich tu obecnych . Przekazujemy Olkowi - Prezesowi Towarzystwa KPZL,  książkę „Tryptyk wileński” Zbigniewa Żakiewicza , gdańskiego piewcy Kresów. Książkę zdobyliśmy dzięki staraniom Pani Inki Tkacz. Poza tym dla członków TKPZL mamy suweniry, które rozkładam na stoliku, do wyboru. Zaczynamy rozmowę o kontynuacji wydawania Ziemi Lidzkiej, która będzie miała c.d. w naszej dalszej drodze. Miło się gawędzi , ale nie możemy tu zostać zbyt długo , bo jutro wyjazd o godz. 6 rano.

              

 

8 sierpnia 2014, piątek, Lida –Witebsk.

 Wyjeżdżamy z Lidy o godz. 6 rano. W autokarze jest 31 uczestników zjazdu, nie jadą Państwo Ł. i Basia Z. Naszym przewodnikiem jest Olek .  Jedziemy drogą szybkiego ruchu, mimo to trochę ocieramy się o Mińsk. Mijamy Raków, do 1939r. miasto graniczne. Dalej wielkie bezludzie, pola, lasy, zarośla. Przejeżdżamy przez rzekę Berezynę, dopływ Dniepru, nieprzyjazną w r. 1812 dla wojsk Napoleona. Dalej mijamy Orszę, położoną nad Dnieprem, od XIII w. należącą do Księstwa Litewskiego. Tutaj w r. 1514 książę K. Ostrogski dowodzący wojskami polsko-litewskimi odniósł świetne zwycięstwo nad wojskiem moskiewskim, potem  w r. 1564 odniósł podobne zwycięstwo M. Radziwiłł zwany Rudym. Orsza otrzymała prawa miejskie w r. 1620.   

 Do Witebska wjeżdżamy w południe, żar leje się z nieba . Z przewodnikiem idziemy do kościoła św. Barbary z 1785r. Na zewnątrz cegła, w środku jasne, strzeliste wnętrze

                                                                                                                   

Rozmawiamy z młodym dominikaninem. Odprawiają mszę po polsku (ok. 500osób) białorusku i w rycie trydenckim. Jedziemy do domu rodzinnego Marka Chagalla(1887-1985), w którym spędził dzieciństwo i młodość.

                                                                                     

W Witebsku mieszkał z przerwami do r. 1922,  skąd przeniósł się do Paryża. Tu poznał miłość swojego życia Bellę Rozenfeld uwiecznioną na licznych obrazach. Później zwiedzimy Centrum Chagalla w pobliżu pałacu gubernatora z wystawą dzieł poświęconych  tematyce religijnej. Autokar podwozi nas do centrum miasta, gdzie znajduje się nasz hotel Witebsk. Dalej idziemy pieszo, przed nami wspaniały widok na starą , zabytkową część miasta zbudowaną na wysokim brzegu Dźwiny, między rzekami Łuczosą i Widźbą. Jest tu barokowo-klasycystyczny ratusz  z 1775 r., klasztor bazylianów, do którego wspinamy się wysoko w górę po pięknych schodach, prawosławna cerkiew i pałac gubernatora. Klasztor bazylianów został ufundowany przez podkomorzego witebskiego Adama F. Kisiela w miejscu zabójstwa św. Józefata Kuncewicza (1580-1623) unickiego arcybiskupa Witebska zamordowanego13 listopada 1623 r. przez tłum przeciwników unii brzeskiej. Jesteśmy zgodni – to piękne miasto.

                         

                                 

Wracamy do hotelu na kolację o godz. 18.30. Po kolacji wychodzimy na uroczy spacer już bez dziennego żaru , siadamy w barku nad rzeką aby pogawędzić przy na piwku, soku, kwasie  lub koktajlu.

                               

      ,                                           

Wieczorem, chyba na cześć licznych nowożeńców zaczyna się kanonada rac. Kto ma okno od rzeki ma widok, inni mają tylko hałas, który szczęśliwie po północy się kończy. 

 

9 sierpnia 2014, sobota-Witebsk, Połock, Głębokie, jez. Narocz, Świr, Oszmiana, Holszany,  Lida.

 Śniadanie o godz.7 rano i wyjeżdżamy. Jedziemy Traktem Batorego w kierunku Połocka. Kasia C. wspomina czas swojej pracy w Nowopołocku przy budowie rurociągu gazowego. Na miejscu jesteśmy o godz. 8.30. Grupa idzie zwiedzać Połock, a my Kopciowie z Gdańska - Gusia, Andrzej i Hania z Ziutkiem R. udajemy się w poszukiwanie ziemi naszych dziadów. Andrzej, Ziutek i ja byliśmy w Połocku w r. 2000. Wspominamy go jako piękne miasto, pełne zabytkowych budowli o skomplikowanej historii.                                                                               Kolegium i klasztor jezuitów lokowany przez Stefana Batorego w 1580 r., pierwszym rektorem był tu Piotr Skarga, Kościół św. Stefana z cennym wyposażeniem wnętrza został zburzony w r. 1964. W jego podziemiach spoczywały szczątki Andrzeja Boboli sprowadzone z Pińska w r. 1807 staraniem generała jezuitów. W r. 1922 zawieziono je do Moskwy w celu oględzin medycznych. Wykupione przez papieża Piusa XI spoczęły w kościele Il Jesu w Rzymie,  skąd po kanonizacji zostały w r. 1938 przewiezione do kościoła jezuitów w Warszawie. Obecnie mieści się tu szpital wojskowy.                       

 Barokowy klasztor franciszkanów r. 1778-obecnie komenda policji.                              

 Barokowy klasztor bernardynów na Zadźwiniu – obecnie magazyny.

 Sobór św. Zofii w miejscu świątyni z XI w. W r. 1668 przekazany bazylianom. W latach 1738 -50 przebudowany przez wileńskiego architekta Glaubitza w stylu wileńskiego baroku. Po restauracji w r. 1985 mieści salę koncertową.

 Zespół monastyru prawosławnego fundowanego przez Eufryzynę Połocką (1102-1173) w r. 1120 na skraju miasta. Św. Eufryzyna jest pierwszą w dziejach Rusi kobietą kanonizowaną przez cerkiew prawosławną w r. 1547. W r. 1579, po zajęciu Połocka, Stefan Batory urządził tu swoją rezydencję, a następnie przekazał monastyr jezuitom, którzy zajmowali go do r.1820, w r. 1832 zwrócono go prawosławnym. Poważnie zniszczony w czasie II wojny został odrestaurowany w r. 1990.

 Dom Piotra I w którym mieszkał w czasie wojny północnej  w r. 1705. Obecnie biblioteka.

 Niżej relacja Kasi Ciechanowicz.

 Wjeżdżamy do Połocka i zatrzymujemy się na parkingu przy monasterze.

 Podchodzimy do bramy, przed którą stoją dwaj mężczyźni. Pilnują, aby nie wszedł nikt nieodpowiednio ubrany. A więc mężczyźni w długich spodniach, kobiety w spódnicach i chustkach na głowie. Można uzupełnić braki w ubiorze, korzystając z „wypożyczalni" brakujących części garderoby, tzn. z szafki stojącej tuż przy wejściu.

 Wchodzimy na dziedziniec monasteru. Pięknie utrzymany, z gazonami kwiatowymi na środku. Przed nami cerkiew p.w. Przemienienia Pańskiego.

 Po prawej stronie od wejścia zabudowania monasteru. Tam mieszkają mniszki. Mężczyźni sprzed bramy uprzedzają, że nie wolno robić zdjęć ani mniszkom, ani wewnątrz cerkwi. Pan Olek informuje nas, że za chwilę podejdzie do nas mniszka-przewodniczka i opowie o monasterze. Niektórzy z naszej grupy, mimo zakazu,  próbują zrobić zdjęcie mniszce, ale służba przy bramie jest czujna i przypominają o zakazie.

 Nasza przewodniczka przedstawia się jako Olga. Jest dokładnie zakryta swoim mniszym ubiorem, widać tylko twarz i całkowicie nieruchome jasne oczy. Nie uśmiecha się, na twarzy nie widać żadnych emocji. Opowiada monotonnym głosem o monasterze i św. Eufrozynie, która wstąpiła do monasteru w wieku 12 lat. Urodziła się ok.1104 roku. Pochodziła z książęcego rodu, znała kilka języków. Założyła dwa klasztory: męski i żeński. Zajmowała się przepisywaniem ksiąg, prowadziła też korespondencję z biskupami i z Konstantynopolem. Pod koniec życia wyruszyła na pielgrzymkę do Jerozolimy. Podróż trwała ponad 6 miesięcy. Tam zmarła, a jej ciało zostało przewiezione i złożone w Ławrze w Kijowie. W 1910 roku szczątki zostały przewiezione do Połocka. Ale to nie koniec  ziemskiej wędrówki jej ciała. W 1924 roku władze radzieckie przewiozły jej ciało do Moskwy na wystawę medyczną, ponieważ jej ciało zachowało się w dobrym stanie, zarówno skóra jak i mięśnie (podobnie jak ciało św. Andrzeja Boboli również zostało przewiezione na tę wystawę).

 Po burzliwych dziejach XX wieku w końcu jej szczątki trafiają ponownie do Połocka, gdzie spoczywają do dzisiaj. Mogliśmy im oddać pokłon również i my. Leżą w trumnie w cerkwi przykryte aksamitną tkaniną i są odsłaniane raz dzienni o godz. 5.00. W cerkwi można było też kupić świece i zapalić je w różnych intencjach, co niektórzy zrobili.

 Obecnie w monasterze mieszka ok. 100 mniszek, które prowadzą własne gospodarstwo. Mają krowy, trzodę, kury, także własny ogród.

 Po wyjściu z monasteru wróciliśmy do autokaru, gdzie czekała już na nas przewodniczka po Połocku, pani Stasiewicz. Pod koniec naszej wycieczki po Połocku zapytaliśmy, czy jest Polką z pochodzenia.

 Odpowiedziała, że nazwisko ma po mężu i to mąż na polskie korzenie.

 Wprawdzie po polsku nie mówi, ale rozumie.

 Tak więc wyruszyliśmy na dalsze zwiedzanie Połocka. Kolejnym miejscem do którego pojechaliśmy było dawne kolegium jezuickie, w którym obecnie mieści się Uniwersytet Połocki. Niestety bramy były zamknięte i nie mogliśmy zobaczyć z bliska. Zrobiliśmy zdjęcie przez kraty bramne i pojechaliśmy dalej.

 Kolejnym miejscem do którego pojechaliśmy był kościół p.w. św. Zofii. Kościół pięknie odnowiony. Wewnątrz są nawet symbole literowe Marii i Jezusa, a także Boga (oko w trójkącie) i Ducha Świętego (gołębica). Niestety, kościół nie należy do wiernych.

 Zapytałam naszą przewodniczkę, dlaczego tak pięknie odnowiony kościół nie jest użytkowany przez wiernych. Odpowiedziała, że  kościół na przestrzeni wieków należał do różnych wyznawców - do katolików, unitów i prawosławnych i po renowacji nie mogli oni dojść do porozumienia, kto i jak ma go użytkować. Tak więc kościół został w rękach administracji i obecnie jest tam sala koncertowa. Po raz pierwszy widziałam ławki, których oparcia można przesuwać tak, by można było siedzieć raz w stronę ołtarza (teoretycznie) a raz w stronę organów.

 Następnie pojechaliśmy autokarem do centrum starego miasta.

 Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie znajdował się kościół parafialny, w którym przez wiele lat były przechowywane szczątki św. Andrzeja Boboli, a także była rezydencja króla Stefana Batorego. Na tym miejscu stoi dziś blok mieszkalny, a na bocznej ścianie budynku po drugiej stronie ulicy widnieje rysunek tegoż kościoła - klasyczny kościół katolicki w dwiema smukłymi wieżami. Przed kościołem po  wojnie 1812 roku postawiono pomnik żeliwny upamiętniający zwycięstwo nad wojskiem napoleońskim w kształcie zwężającej się kolumny zwieńczonej kopułą z krzyżem prawosławnym, podobną jakie są na cerkwiach. W czasie wojny (nie pamiętam I czy II) został zużyty na potrzeby wojska. Dziś stoi w tym miejscu kopia tegoż pomnika, tyle że wykonany z drewna. Odwracamy się o 180 stopni i mamy przed sobą szeroką aleję - pośrodku deptak dla pieszych obsadzony drzewami,  z ławkami. Po jednej i drugiej stronie deptaka jezdni chodniki i rząd domów o niskiej zabudowie najwyżej 2-3 piętra. Domy odnowione. Pamiętam te domy z mojego pobytu w połowie lat 80-tych - zaniedbane, z odpadającymi tynkami. Mniej więcej w połowie tego deptaka znajduje się ciekawostka geograficzna - centrum Europy (sic!).

 Jest to rodzaj plafonu na asfaltowej ścieżce z napisami w czterech

 językach: białoruskim, rosyjskim, greckim i szwedzkim. Zapytaliśmy naszej przewodniczki, dlaczego w języku szwedzki.

 Odpowiedziała, że wikingowie dopływali do Połocka i znaleziono u nich wzmianki o Połocku.

 Na naszej trasie znalazł się też pomnik białoruskiej litery "у" z dwoma kropkami nad nią. Jest to litera "u kratkoje", litera której nie w alfabecie rosyjskim.

 I tak, mijając pomnik Lenina (którego pamiętam z mojego wcześniejszego

 pobytu) dochodzimy do placu z fontanną i gdzie czeka na nas autobus.

 Tu żegna się z nami nasza przewodniczka. Zachodzimy jeszcze do sklepu spożywczego, żeby kupić coś do picia. Na lewo od wejścia jest  super sam, a na prawo rodzaj baru. Można kupić coś do zjedzenia na ciepło, napić się kawy lub czegoś zimnego. Można skorzystać też z toalety.

 Zmienił się bardzo Połock w ciągu tych 30-tu lat od mojego pobytu.

 Wsiadamy do autobusu i odjeżdżamy w stronę Głębokiego.

                                   

 

My zaś udaliśmy się na południowy zachód w stronę Uszacza do dawnej parafii Zaskórki. Po kościele nie pozostało nawet śladu. Spotkany starszy mężczyzna pokazuje nam miejsce, gdzie za jego dzieciństwa były jeszcze ruiny kościoła. Pytamy o cmentarz.  Jest nad rzeką Uszaczką. Najstarszy nagrobek nosi datę 1910 i jest na nim polskie nazwisko.

                                                                     

 Po roku 1920 był tu ZSRR. Kierujemy się na Sieliszcze, które Ziutek zna z opowiadań swojej mamy. Tu też jest parę domów, ani śladu kościoła, który tu był. Dalej to już Dziadka Józefa Stołyhwo Żerczenica Dwór, gdzie urodził się mój Tata i Mama Ziutka. Uciekli stąd w r. 1920, kiedy zbliżali  sie sowieci i nigdy tu już nie wrócili. We wsi też kilka walących się chałup. Spotykamy kobietę urodzoną w r. 1927, to pani Janina . Stołyhwów nie pamięta, ale umie „Ojcze nasz.” , „Zdrowaś Maria” i „Wierzę w Boga „ po polsku. Nosi nazwisko, które Ziutek zna z opowiadań mamy. Wzrusza się, kiedy się żegnamy, my też jesteśmy wzruszeni. Jednak ktoś na ziemi Dziadków podał nam z przeszłości rękę.

                                                              

Jeszcze jedziemy do wsi Żerczenica. Tam zostały dwa domy, ale w otoczeniu kwiatów. Stara kobieta o ładnej twarzy opowiada o swoim życiu i chwali Łukaszenkę, bo ma co jeść.

Wracamy, bo trzeba zdążyć na spotkanie z autobusem w Głębokiem.

 

 

 

Głębokie pamiętamy z r. 2000. Ładny plac między kościołem i  cerkwią na wzniesieniach.

                                                                   

W kościele ślub. W banku wymieniamy pieniądze. Policjanci są bardzo mili, radzą gdzie można coś zjeść. Po godzinie przyjeżdża nasz autobus. Głębokie, to była Polska w czasie II RP. Tu, po maturze  zdanej w r.1924 pracował mój Tata.

Około godz. 14 ruszamy Traktem Batorego w kierunku jeziora Narocz przez miasteczko  Kobylnik, obecnie Narocz. Czytam fragmenty książki Wandy Kocięckiej „Oddajcie mi Świętego Mikołaja”, której rodzinny dom był w Kobylniku. W czasie Powstania Kościuszkowskiego pod Kobylnikiem miała miejsce bitwa powstańców z wojskiem rosyjskim. Stowarzyszenie Straż Mogił Polskich upamiętniło tablicą  oddział AK Kmicica należący do wileńskiej brygady Szczerbca .            

Zatrzymujemy się nad jez. Narocz. Gorąco, ludzie nad brzegiem, wielka tafla jeziora. Panowie Tumielewicz i Grzybowski  ruszają w jezioro i płyną daleko, my moczymy nogi.

                                                                      

Po odpoczynku nad jeziorem jedziemy do pobliskiej miejscowości  Świr. Kościół katolicki św. Mikołaja fundowany w r. 1653 przez chorążego oszmiańskiego Fabiana Koziełł-Poklewskiego. Zamknięty w r.1961 i zamieniony w zakład przemysłowy, oddany wiernym w r. 1990. Obecnie w etapie remontu, obstawiony rusztowaniami.

                                                                       

Dalej próbujemy jechać wzdłuż rynnowego jeziora Świr o długości ok. 15 km, ale droga zmienia się na szutrową i musimy zawrócić. Szkoda, nie będziemy w Smorgoniach Żakiewicza i w Krewie. Czytam fragmenty „Tryptyku wileńskiego” Z. Żakiewicza.  W Michaliszkach przekraczamy Wilię. Z traktu Batorego zjeżdżamy na Worniany, Ostrowiec przez Gudogaje do Oszmiany. Zatrzymujemy się  przy kościele św. Michała Archanioła fundacji Władysława Jagiełły. Zbudowany na początku XV w., przebudowany na początku XX w. w stylu baroku wileńskiego. Zamknięty w r. 1950, zwrócony w r. 1990, odbudowany, wyremontowany.  Opowiada o kościele ks. Jan Puzyna. Ciekawostką jest, że obraz błogosławionego księdza Sopoćko, który znajduje się w tym kościele, (Ks. Sopoćko znała moja Mama)  namalował Czesław Kołyszko, a wokół błogosławionego stojące dzieci to sami znajomi: Olek Kołyszko, Lila Tumielewicz, Tadeusz  Komincz, Ania Januszkiewicz-Komincz.  Ksiądz Sopoćko w Oszmianie chodził do szkoły, w r. 1914 został wyświęcony na księdza.

 

W kościele znajdowała się tablica upamiętniająca rzeź mieszkańców Oszmiany dokonaną przez wojska rosyjskie podczas Powstania Listopadowego 15.04.1831. Po potyczce z powstańcami Rosjanie wymordowali ok.500 cywilnych mieszkańców Oszmiany , którzy schronili się w kościele. 

                                       

Dalej zatrzymujemy się w Holszanach. Oglądamy ruiny zamku Sapiehów  zbudowanego przez starostę oszmiańskiego Pawła Sapiehę, męża Oleny Holszańskiej na przełomie XVI i XVII wieku. Idziemy do rynku, gdzie jest obelisk poświęcony Sofce Holszańskiej.

                                              

Nazywają ją założycielką dynastii Jagiellonów. Moim zdaniem nie jest to prawda. Może być matką Jagiellonów, a nie założycielką dynastii. Gdyby nie królowa Jadwiga, Władysław Jagiełło nie zostałby królem i nie byłoby dynastii i potęgi Jagiellonów. Przejeżdżamy obok kościoła franciszkanów, też fundowanego  przez Pawła Sapiehę. Kierujemy się  przez Traby, Juraciszki, Iwie na Lidę, gdzie jesteśmy o godz. 21.30.

 

10 sierpnia 2014, niedziela: Lida - cmentarz w Niecieczy, Białohruda, Nieciecz, piknik nad Niemnem - Lida.

 Wyjazd z Lidy o godz. 10. Poszukuję  zniczy i kwiatów. W kościele farnym pełno ludzi, tłum wylewa się na chodnik przed kościołem. Jedziemy na kwaterę żołnierzy AK w Niecieczy, w tym IV batalionu „Ragnera”77 pp. AK  Okręgu Nowogródzkiego. Modlimy się, zostawiamy znicze i kwiaty.

                                                   

Jedziemy na mszę za Lidzian do kościoła w Białohrudzie  Jacek M. czyta lekcję, ja modlitwę przygotowaną przez klan Grablisów, Ziutek R. śpiewa psalm, na zakończenie Grażyna S. śpiewa „ Warto dla jednej miłości żyć ”, w końcowej partii towarzyszy jej organista, śpiew brzmi pięknie. Jeszcze zatrzymujemy się przy kościele w Niecieczy, gdzie Lech Mokrzecki z 

wnukiem Wiktorem Romerem składają wieniec na grobie pradziada Lecha – Aleksandra Mokrzeckiego, ojca znanych Zygmunta – entomologa, generałów - Stefana i Adama 

 

Jedziemy nad Niemen. Spotyka nas orkiestra złożona z męskiej części zespołu „Kresowiacy”, razem idziemy nad rzekę w okolicy mostu w Bielicy. Czekają na nas suto zastawione stoły przygotowane przez Lilę i Jańcie.

                                                           

Chętnie przy nich zasiadamy, bo jesteśmy głodni, a wszystko wygląda pysznie. Witamy się serdecznie ze znajomymi Lidzianami, szczególnie serdecznie z seniorem Panem Stasiem Uszakiewiczem. Ania K. i Krystyna I. pięknie wyglądają w suwenirkowych czerwieniach. Panie częstują chłodnikiem i uchą, Kresowiacy grają i śpiewają, popijamy piwo lidzkie i nico zimnej wódeczki.

                                                      

Niemen jak zawsze piękny, w tym roku ma miej wody. Łąka pachnie, jest rozkosznie.

                                                               

Zaczynają się tańce

                                         

Na boku zbieramy się w gronie Jacek, Brygida, Olek i ja, aby porozmawiać o konkretach związanych z kontynuacją wydawania Ziemi Lidzkiej. Wygląda na to, że wystarczy pieniędzy tylko na druk, ale żeby drukować trzeba przygotować materiał. Tego podejmuje się bezpłatnie Olek. Osobiście uważam, że tak wielka praca nie może być pracą społeczną, ale postanowione. Olek w ciągu III kwartału dostarczy Brygidzie materiał na druk zaległego numeru z II półrocza 2011. Wydamy 300 egzemplarzy. Rozmawiamy, a z dala dobiega przepiękne brzmienie „Za Niemen  tam precz..” Rozmawiamy, tańczymy, śpiewamy.  Zacytuję Jana Pawła II „Żal odjeżdżać" Na zakończenie pikniku  nad Niemnem robimy pamiątkowe zdjęcie.

                                                            

 

 11 sierpnia 2014, poniedziałek: Lida - cmentarz w Wawiórce, Krupowo, Wasiliszki, Lida.

Spotykamy się o godz. 10, przedtem kupuję kwiaty, znicze ofiaruje Małgosia Ż. Wstępujemy do lidzkiej fary, a potem zatrzymujemy się przy nowym kościele na osiedlu Industrialnyj, gdzie Olek opowiada historię tablicy upamiętniającej Ludwika Narbutta dowódcę Powstania Styczniowego na Wileńszczyźnie. Przed II wojną tablica była wmurowana w ścianę kościoła pijarów w Lidzie. Za czasów sowieckich była na swoim miejscu, ale zabetonowana. Po zmianach politycznych została odsłonięta. Po przekazaniu kościoła pijarów prawosławnym została wycięta ze ściany. Polacy zadbali o to aby nie została zniszczona. Przez parę lat była przechowywana w różnych miejscach, aż w końcu znalazła swoje miejsce, oczywiście dzięki działaniu ludzi dobrej woli.

                                                                   

Zatrzymujemy się w Krupowie , wstępujemy do kościoła,gdziebywali żyjący w pobliskich Sukurczach Pileccy, a Witold Pilecki podarował należący do rodziny obraz Matki Boskiej oraz namalowany przez siebie obraz św. Antoniego. Oglądamy oba obrazy i słuchamy księdza, który opowiada o Witoldzie Pileckim (1901-1948). Mówi się o nim jako o jednym z największych bohaterów II wojny światowej -oficer rezerwy Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, dobrowolny więzień KL Auschwitz (09.1940-04.1943), oficer Komendy Głównej Armii Krajowej i „NIE", uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień polityczny okresu stalinowskiego, ofiara mordu sądowego . Odwiedzamy cmentarz w Krupowie , gdzie są groby Pileckich.

                                                          

 Jedziemy na cmentarz w Wawiórce, gdzie jest kwatera żołnierzy „Ponurego”, leżał tu też sam „Ponury” - Jan Piwnik (ur.w 1912r. w Janowicach, zm. 16 czerwca 1944 pod Jewłaszami, kapitan Wojska Polskiego i aspirant Policji Państwowej, pośmiertnie awansowany do stopnia majora, a następnie do stopnia pułkownika (2012), cichociemny, żołnierz Wachlarza, dowódca partyzancki Armii Krajowej w Górach Świętokrzyskich i na Nowogródczyźnie), ale na prośbę rodziny i jego żołnierzy z Gór Świętokrzyskich zwłoki zostały przeniesione do Polski, a potem w r.1988 umieszczone w klasztorze cystersów w Wąchocku. Modlimy się, składamy kwiaty, zapalamy znicze.

                                                         

Na tym cmentarzu pochowany jest Czesław Kołyszko, ojciec Aleksandra , założyciel TKPZL. Na koniec odwiedzamy dom stryja Czesława Niemena  w Starych Wasiliszkach, gdzie jest ekspozycja jemu poświęcona i kościół  fundowany prawdopodobnie przez polskie rodziny bo ich nazwiska umieszczone na murach kościoła, skuto, aby były nieczytelne.

                                                       

                                                                      

 

Po południu mamy czas wolny. My odwiedzamy lidzkich Przyjaciół - Pana Józefa Trockiego z rodziną  i Panią Teresę Zmitrowicz.

 

12 sierpnia 2014, wtorek: Lida - Białystok

O godz. 7 wyjeżdżamy, żegnają nas Lidzianie.

                                                         

 

Dziękujemy . Do zobaczenia!

 

 

 

 

Kliknij, aby przejść do strony głównej

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej