XIII Zjazd Lidzian (2016)

XIII Zjazd Lidzian 5 - 12 lipca 2016

 

W zjeździe  bierze udział 25 osób, 15 osób z Gdańska, 4 osoby przyjeżdżają Warszawy,  3 z Kołobrzegu, 2 z spod Siedlec, 1 z Wrocławia.

 

5.07. wtorek.  Spotykamy się między godz. 14 - 15 w Białymstoku, gdzie czeka na nas autokar firmy Akces. Gdańszczanie przyjeżdżają najpóźniej, Ci, którzy przybyli wcześniej pomagają nam pokonać z walizami kładkę nad torami. Wśród wspomagających jest też członek TPZL, mieszkający w Białymstoku,  prof. dr hab. Akademii Medycznej Zbigniew  Namiot. Nasz gdański prof. ASP Czesław Tumielewicz nie dał sobie pomóc na kładce, bo wybrał z małżonką nielegalną drogę przez tory, która okazała się nie do pokonania.

W autobusie dokonujemy wzajemnej prezentacji przez rozdanie wizytówek. Członkowie TPZL mają wizytówki z herbem Lidy, jest nas  9-tka. Naszym sympatycznym kierowcą jest Pan Mariusz.

Na granicy nie ma autobusów, więc jej przekroczenie przebiega sprawnie, około godz. 17 wysyłam do Olka Kołyszki sms, że szlaban podniesiony, wjeżdżamy na Białoruś. Olek podaje, że czeka na nas w Grodnie przy synagodze. Tam dołączają do nas Państwo Łagowscy, którzy przyjechali własnym samochodem. Olek, najpierw zabiera nas na obiadokolację do „Magnolii”, a potem na spacer po mieście. Wieczór jest piękny, a zabytkowe obiekty Grodna w ciepłych promieniach zachodzącego słońca wyglądają zachwycająco. Pobieram z bankomatu na kartę płatniczą 100 rb. nowych, płacę na nie 206,62zł, kurs 1rb=2zł. Zapada zmierzch, a my jedziemy do hotelu w nowej dzielnicy. Hotel bez zarzutu, tylko do centrum daleko. W załączeniu przesyłam wzmiankę o Grodnie we wrześniu r. 1939.

6.07. środa. Jedziemy do centrum, śniadanie, najpierw wymiana pieniędzy. Ja pieniądze mam, więc idę do katedry (kościół jezuitów), jest 8.50, trafiam na kończącą się mszę. W kościele ławki wypełnione, msza po polsku. Piękny barokowy kościół był konsekrowany z udziałem króla Augusta II w r. 1705.

 W katedrze oglądamy pamiątki polskiej historii tego miasta.

                                                           

 Obok katedry apteka –muzeum i Stara wieża strażacka.

 Idziemy do Starego i Nowego Zamku na wysokim brzegu Niemna. Murowany  Stary Zamek zbudował Witold w 1398 r.

W Starym Zamku zmarł w r.1492 Kazimierz Jagiellończyk, jego syn, św. Kazimierz w r. 1484 i Stefan Batory w r. 1486. Nowy Zamek zbudował August III w latach 1734-51.

Tu odbył ostatni sejm Rzeczypospolitej, na którym podpisano w r. 1793 traktat rozbiorowy z Rosją i Prusami, tu też podpisał w r. 1795 abdykacją ostatni król Polski Stanisław  August Poniatowski.       

 Obejrzeliśmy  też cerkiew śś. Gleba i Borysa na Kołoży z XII, której połowę zabrał Niemen.

Odwiedziliśmy zespół pałacowy w Stanisławowie zbudowany ok. r. 1770 dla króla przez podskarbiego Tyzenhauza wg projektu architekta z Werony Giuseppe de Sacco, obecnie jest tu szkoła rolnicza.

Nie wstąpiliśmy na cmentarz, gdzie chcieliśmy pokłonić się Elizie Orzeszkowej, bo strasznie lało.

 Przejechaliśmy przez wieś Miniewicze (Bohatyrowicze), do której drogę wskazują ustawione przy drodze drewniane dziadki. Idziemy na grób powstańców z r. 1863 opisany w „Nad Niemnem”.

                                                                         

Zostawiamy tam nasz wieniec z ziół i znicze oraz na grób Jana i Cecylii - protoplastów rodu Bohatyrowiczów. Powinniśmy o godz. 15 być w Szczuczynie, bo ks. Witalij zamówił dla nas obiad.             

 W Szczuczynie rządzi Danka Pliszka, która zaplanowała całą wizytę. Po obiedzie ks. Witalij oprowadza nas po dużym kościele pijarów.

                                                                   

 W tutejszej szkole prowadzonej przez pijarów uczyli się Kazimierz Narbutt, filomaci – przyjaciele Mickiewicza - Onufry Pietraszkiewicz i Ignacy Domeyko, a nauczał przyrodnik Stanisław Bonifacy Jundziłł, późniejszy profesor Uniwersytetu Wileńskiego(IMG3892).

 

Idziemy na cmentarz,  składamy wieniec z szyszek i zapalamy  znicze na kwaterze żołnierzy AK, którzy zginęli w czasie szturmu na niemiecki posterunek policji, zatrzymujemy się przy grobie żołnierzy z R.1920.

                               

Zaglądamy do parku założonego w XIX w. przez St. B. Jundziłła, w którym znajduje się neoklasycystyczny pałac  Druckich-Lubeckich z XIX w. (IMG3894, SAM4849-D.Pliszka , H.Modrzejewska , J.Kopeć,)              

                                                             

Przed nami Lida, gdzie jesteśmy wcześnie jak na dotychczasową tradycję, bo ok. godz. 19.

 7.07.16 czwartek

 Wyjeżdżamy najwcześniej jak można tj. o godz. 8 z paroma minutami. W drodze do Nowogródka Olek opowiada o wojnie i działalności partyzantów. Niemen był granicą dzielącą tereny między partyzantką polską i sowiecką.                                                                                                                                      

Spotykamy pielgrzymkę idącą do Trokieli. W poprzednią niedzielę było święto Matki Boskiej Trokielskiej. Jan Kozłowski opowiada, że w Minojtach, które mijamy, była radziecka baza rakiet jądrowych. Od 1962 r. w Lidzie było dowództwo Dywizji Rakietowej specjalnego przeznaczenia. Dywizja posiadała rakiety dalekiego zasięgu SS-25 „Topol”, w tym w Miniojtach stacjonowało 18 rakiet. Rakiety od 1966 r. były uzbrojone w głowice jądrowe o mocy rażenia 500 kton ( 25 razy większej niż bomba zrzucona na Hiroszimę). Białoruś, po rozpadzie Związku Radzieckiego, zapisała w konstytucji, że będzie krajem bez broni jądrowej i podpisała odpowiednie akty międzynarodowe. Rakiety z głowicami jądrowymi pozostawały w dyspozycji armii rosyjskiej. Ostatnie rakiety z głowicami jądrowymi zostały wyprowadzone z Białorusi (tj. z Miniojt) w październiku 1996 r. „Uroczystość” odbyła się w obecności attache wojskowych i była transmitowana przez światowe stacje telewizyjne. Stan dzisiejszy opuszczonej bazy rakietowej można obejrzeć na Youtube. https://www.youtube.com/watch?v=t7nMg5qNKCA.                                                                                                  

 Mijamy Brzozówkę, gdzie kontynuuje produkcję kryształów przedwojenna huta Stollena. Tu wykonano urnę,  w której umieszczono serce Piłsudskiego spoczywające na wileńskiej Rossie.                       

W drodze Helena Modrzejewska zbiera pieniądze na opłacenie wejścia do muzeum Mickiewicza w Nowogródku - 1,5rb /osobę, czyli 3zł. Dużo z tym zamieszania, ale nie mamy czasu na indywidualne kupowanie biletów. W ciągu godziny przechodzimy przez dom Mickiewicza, większość z nas jest tu nie po raz pierwszy. Spotykamy  dwóch chłopaków, pracowników muzeum z Gdyni, podróżują autobusami. Wychodzimy, jest zimno i pada, Olek prowadzi w miasto, ja nie mam parasola, ani kurtki, Andrzej też. Wracamy do autobusu, nie jesteśmy sami, inni też znają Nowogródek i nie chcą moknąć. Rozgrzewamy się cytrynówką podarowaną przez Zbyszka Namiota, który pamiętał też o kubeczkach, i herbatą z termosu. Trunek jest przedni, szkoda tylko nam p. Mariusza, który nie może nawet  spróbować. Niezbyt długo czekamy na resztę. Objeżdżamy jeszcze raz całe miasto z widokiem na farę, gdzie w r. 1422 Jagiełło poślubił Sońkę Holszańską,  a w r. 1799 był ochrzczony Adam Mickiewicz. Jest tu też cudowny obraz MB Nowogródzkiej uwieczniony w inwokacji do „Pana Tadeusza” oraz szczątki 11 sióstr nazaretanek  zamordowanych przez  hitlerowców 1 sierpnia 1943 r., które ofiarowały swoje życie w zamian za uwolnienie  zakładników.

                                                    

Widzimy ruiny zamku książąt litewskich, zwanego też zamkiem Mendoga.

 Dalej kierujemy się do Lubczy, gdzie są ruiny zamku Radziwiłłów z XVI w. z zachowaną wieżą zamkową i bramą przejazdową.

Ku naszemu zaskoczeniu widzimy nie tylko ruinę, część zespołu  jest odbudowana.

                                           

Okazuje się, że ruiny kupił obywatel Białorusi, Jan Pieczyński, z pochodzenia Polak. Rozmawiamy z nim, a w budynku głównym zwijają się studentki architektury, które mają tu praktykę. Z wysokiego brzegu roztacza się piękny widok na Niemen, z drugiej strony dostępu do zamku broni głęboka fosa.

Życzymy panu Pieczyńskiemu powodzenia w restauracji zamku. Dalej droga prowadzi do Szczorsów  Chreptowiczów. Do rozkwitu Szczorse doprowadził hr. Joachim Litawor Chreptowicz (1729 -1812), wprowadził reformy ekonomiczne i społeczne, założył ogromną bibliotekę i zgromadził  kolekcję dzieł sztuki. Jego gościem był król Stanisław August Poniatowski, uczeni z Uniwersytetu Wileńskiego, bywał też Adam Mickiewicz i jego przyjaciele. Teraz to  same ruiny, zaniedbany park i zabudowania gospodarcze, najlepiej ma się wędzarnia z cegły.

                                                                        

Jedziemy do Miru. Wstęp 13 rb., czyli 26 zł. Nie bierzemy przewodnika, bo jest tylko po rosyjsku. Państwo Nowakowscy kupują przewodnik, Grzegorz czyta nam opis sala po sali. Zwiedzanie idzie nam bardzo sprawnie, w godzinę zdołaliśmy obejść wszystko.

                                                      

Chmurzy się mocno. Jedziemy w stronę zaplanowanej Połoneczki Radziwiłłów, ale Olek jeszcze zbacza w stronę Iszkołdzi. Byliśmy tam podczas XIV zjazdu. Chyba ten sam ksiądz opowiada o obronie kościoła. Teraz jest już witraż przedstawiający kobiety i dzieci leżące na drodze ciężarówek wywożących wyposażenie kościelne. Wtedy udało się obronić kościół.

Było to chyba w latach 60-tych. Zanim dojedziemy do pałacu zbudowanego Połoneczce przez Konstantego Radziwiłła na początku XIX w. , jeszcze zatrzymujemy się przy kościele.

Zdumienie budzi zbudowany w prywatnym obejściu, naprzeciw kościoła, miniaturowy zameczek z wieżą. Jego właściciele pielą ogródek, z drugiej strony jest brama wjazdowa z głową orła w koronie.

Czyżby to nasz rodak odznaczał się taka fantazją? Po drugiej stronie kościoła, znowu coś niezwykłego. Siostra w habicie w bramce, gra z chłopakami w piłkę nożną i z wielkim zaangażowaniem broni bramki.

W końcu ruina pałacu z napisem na murze „Na sprzedaż”.           

                                                               

Jedziemy na nocleg do Baranowicz, hotel „Horyzont”, znamy go z wycieczki Związku Szlachty Polskiej w r. 2013 w Dolinę Prypeci.

 8.07. piątek.

 Z Baranowicz jedziemy przez Lachowicze do Hruszówki. Zatrzymujemy się przy kościele z tablicą ku pamięci urodzonego w Lachowiczach Sergiusza Piaseckiego, autora rewelacyjnych powieści o stosunkach  polsko-sowieckich.

                                                       

 

Hruszówka – zespół dworski w majątku Reytanów, miejsce urodzenia i śmierci Tadeusza Reytana (1741-80), posła nowogródzkiego, wsławionego dramatycznym protestem przeciwko  rozbiorowi Polski na sejmie w Warszawie w r. 1773. Hruszówka pozostawała w rękach rodziny od połowy XVII w. do r. 1939.

                                                   

Na zdjęciu widoczny jest budynek z prawej strony dworu, w którym T. Reytan spędził w odosobnieniu ostatnie lata życia, ponieważ w r. 1775 popadł w obłęd.

Na wejściu do dworu jest umieszczona tablica  opracowana przez białoruskie stowarzyszenie kulturalne  przedstawiająca postać T. Reytana jako patriotę białoruskiego protestującego przeciwko podziale jego kraju na dwie części. O Polsce nie ma tam ani słowa. Mieliśmy jednak pewną satysfakcję, ponieważ powyżej tej tablicy, ktoś zatknął Polski proporczyk.

Jedziemy do rodzinnej kaplicy grobowej zbudowanej przez wnuka T. Reytana – Henryka Grabowskiego.

Złożono w niej odnalezione szczątki T. Reytana, które zbadał, jak podano na tablicy przy kaplicy, w r. 1930 prof. Kazimierz Stołyhwo z UJ. Miło mi było spotkać w Hruszówce moje rodowe nazwisko - Stołyhwo.                                                       

                                          

Nieśwież. Olek przyjął moją propozycję, aby za wczorajszypominięty obiad zafundować nam wstęp do zamku. Wnętrza prezentują się wspaniale.

                                      

Jestem tu po raz trzeci, więc mamy jeszcze czas na relaks w słońcu na dziedzińcu i wypicie kubeczka kawy.                                                                               

                                                               

 Obiad     Czerwona gwiazda na straży pałacu

 Krypta w kościele 5027 napis na szarfie – Budowniczenu Nieświeża Mikołajowi Krzysztofowi „Sierotce” w 400-lecie śmierci – XII pokolenie Radziwiłłów

 

             

Wracamy już w stronę Lidy przez Snów, Zaosie i Świteź. Snów – zespół pałacowy rodziny Rdułtowskich. W latach 1929-39 rezydowała w nim jednostka KOP. Do niedawna był to obiekt wojskowy, teraz opuszczony, strzeżony tylko przez wartownika,  dlatego mogliśmy go sfotografować. Zaosie – jest już późno, możemy tylko zobaczyć budynki z zewnątrz. Jest to rekonstrukcja, podobno to miejsce urodzenia Adama Mickiewicza. Zatrzymujemy się nad Świtezią. Czesiek Tumielewicz, jak zawsze tutaj, idzie popływać, a Andrzej stara się poprawić błąd w cytacie z poematu „Świtezianka”. Wracamy do Lidy.

 9.07. sobota.                                                                                                                                                      Odwiedzamy groby na Słobódce, w Surkontach. Na Słobódce zatrzymujemy się przy grobie 10 księży zamordowanych przez Niemców według listy nazwisk przygotowanej przez Białorusinów . Wśród nich jest ks. Łaban ze Słobódki, który chrzcił Halinę Łagowską.

                                           

Zapalamy znicze. Zatrzymujemy się też na grobie Stanisława Januszkiewicza , brata Ani i Czesława, pierwszego dyrygenta zespołu.                                                                                                                                            

Dalej, jedziemy do Surkontów. Tu znaczne zmiany od r. 2014. Zabudowa kołchozowa zbliża się do cmentarza, jakby brakowało na nią miejsca z innej strony. Cmentarz jest otoczony polem wyki, ogrodzonym! Ktoś to ogrodzenie zwalił  w jednym miejscu. Tam przechodzimy przez pole. Cmentarz jest szczelnie obrośnięty krzakami, więc go zupełnie nie widać. Jest to sprawa dla naszej ambasady, bo są to działania, aby cmentarz zniknął. Najbliższe zabudowania to litewska wieś Pielasa, znana z tego, że jej proboszcz nie chciał pochować AK-ców poległych 21 sierpnia 1944 r., a zginęli tu wszyscy biorący udział w bitwie z dowódcą mjr Maciejem Kalenkiewiczem. Modlimy się, zapalamy znicze

                                       

                                

Zaglądamy do Osowa, gdzie prof. Tumielewicz w kościele robił dekoracje. Kościół zamknięty. Jeszcze Żyrmuny - najstarszy drewniany kościół na Białorusi, też zamknięty.

                                                     

Wracamy do Lidy, chcemy zjeść obiad i zdążyć na spotkanie z TKPZL  o godz. 15.

Przed domem Olka przy ul. Kalinowskiego, czekają nasi lidzcy znajomi i przyjaciele z szampanem. Trochę wstępnego zamieszania. Rozpakowuję przywiezione upominki, na stół  ze słodyczami  wystawiamy przywiezione czekoladki. Olek opowiada o aktualnej sytuacji. Składam mu i członkom TKPZL gratulacje z racji 25-lecia działalności. Na ręce Prezesa - Aleksandra Kołyszki  wręczam  jako prezent grafikę  wykonaną przez prof. Cz. Tumielewicza  z zamkiem lidzkim. Członkowie  TKPZL, którzy użyczyli nam swoich paszportów do zaproszeń otrzymują od nas w prezencie albumy.

                    

                      

       

Jedna z nich Ola Burcz przedstawia swoje niezwykłe dzieło – książkę dla dzieci uszytą z materiału oraz makatkę.

                                                    

Przedszkolaki mogą własnymi paluszkami tworzyć w książce zdarzenia zgodnie z kompozycją strony. Ola książkę tę tworzyła przez rok. Pokazała też makatkę i sześcian zrobione w podobnej konwencji.

Chciałoby się jeszcze porozmawiać o tym co dalej, ale pora  opuszczać gościnny dom, bo nie możemy się spóźnić na koncert o godz. 18. Koncert odbywa się w szkole muzycznej. Przyjechały do Lidy trzy absolwentki wyższej szkoły muzycznej z Wrocławia, klasa wokalistyki. Jesteśmy na ten koncert zaproszeni. Trzy młode i piękne artystki, to znana nam córka Ani i Tadeusza Komińczów – Grażyna  oraz jej koleżanki Elżbieta Cabała i Maria Kaliciewicz, towarzyszy im pianistka. Śpiewają przepięknie, od repertuaru  poważnego  do lekkich pieśni jak „Między nami nic nie było...”, „Czarny wąsik, biała płeć”.

Jest też Pan Józef Trocki  ojciec Lili Tumielewicz–Misteckiej oraz rodzina Państwa Mikołajczyków  z Weroniką i Andrzejem oraz ich małymi synkami Michałem i Stefanem. Malcy widać muzykalni, bo nie słychać ich podczas koncertu.

                                                           

Wracamy spacerem do siebie.(dwa zdjęcia miejsc miłych sercu w Lidzie.

                                                          

 10.07. niedziela

 Jedziemy na mszę za Lidzian do Wawiórki.                

Przygotowuję modlitwę. Oto jej treść zaakceptowana w autobusie przez wszystkich:

 - Modlimy się za pomyślność Ziemi Lidzkiej i jej mieszkańców. 

- Prosimy Boga o zdrowie dla uczestników Zjazdu i naszych lidzkich przyjaciół.

- Modlimy się za Członków Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej, w 25 rocznicę działalności Towarzystwa, aby Bóg dał im siły do dalszej aktywności i obdarzył pomyślnością ich i ich rodziny. 

-  Modlimy się za członków Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Lidzkiej o zdrowie i umiejętność dobrej współpracy Lidzian i ich Przyjaciół.

- Modlimy się o zgodę w interpretacji wspólnej przeszłości polskich kresowiaków i obywateli obecnej Białorusi.

- Modlimy się o dobrą, szczęśliwą przyszłość Polski i Białorusi.

- Modlimy się za kościoły chrześcijańskie za ich jedność w duchu ekumenizmu                                                                    

 Lekcję czytają Helena Modrzejewska i Grzegorz Nowakowski, ja odczytuję modlitwę.

 Mszy towarzyszy śpiew Kresowiaków oraz mocny chór tutejszych kobiet. Ksiądz Andrzej ciepło nas wita i mówi o zjeździe.

                                                            

Po mszy nasze polskie artystki z Wrocławia dają krótki koncert, na zakończenie śpiewają dla nas tutejsze panie.

 Po mszy jedziemy na pobliski cmentarz, aby pokłonić się poległym żołnierzom AK , jednostki dowodzonej przez Jana Piwnika – Ponurego.

                                                                                               

Prochy Ponurego zostały ekshumowane i złożone w Górach Świętokrzyskich. Jest tu również grób Czesława Kołyszko, ojca Aleksandra, wielkiego patrioty i działacza polskiego w Lidzie.

Odwiedzamy Niemena w Wasiliszkach.

                                                

Spieszymy do Lidy, bo przed piknikiem nad Niemnem mamy jeszcze w planie wizytę w muzeum lidzkim. Oglądamy tam kolekcję dzieł Czesława Tumielewicza, który ufundował nam wstęp.

                                                            

Przy okazji zwracam uwagę miłej dziewczynie opiekującej się salą, że w nazwisku artysty zabrakło litery „e”, obiecuje to poprawić.

Mam okazję rozmawiać z p. Śliwkinem zajmującym się historią Lidy.

Wspominam o mojej cioci, lidziance - Joannie Gadon-Lelewskiej ps. Rusałka, jedynej kobiecie, dowódcy oddziału na nowogródczyźnie. Mówi, że spotkał pracownika urzędu bezpieczeństwa, który prowadził jej sprawę, który przesłuchiwał  Joannę, pamiętał ją, była twarda. Powiedział, o czym nie wiedziałam, że została aresztowana w Żyrmunach. Moja Mama mówiła, że prawdopodobnie w Lidzie w przeddzień wyjazdu do nowej Polski  20 lipca 1945 r. Obiecał przysłać posiadane materiały. Opowieść o jej losach umieściłam na naszej stronie  www.tpziemilidzkiej.pl

 Jedziemy nad Niemen do Bielicy. Pogoda piękna. Panowie zabierają z autobusu ławki, które trzeba zanieść nad rzekę.

(SAM5099). Na polanie stół zastawiony przysmakami. Jest też chłodnik. Jesteśmy już bardzo głodni, więc rzucamy się na jedzenie spragnione Brygida, Ania i Irena.

                                                                

Są Kresowiacy, nasi lidzcy przyjaciele, w tym rodzina Mikołajczyków.

                                                     

Kresowiacy umilają  czas śpiewem, niestety technika zawodzi – przepala się wzmacniacz. Próby naprawy nie przynoszą pożądanego skutku, więc Kresowiacy śpiewają bez wzmacniacza i podkładu, a ich śpiew brzmi bosko. Są tańce ,i wspólne śpiewy i rozmowy.

                      

                      

Andrzej Skipor to przemiły chłopak, korowód i wspólne śpiewy.                                                                             

                                    

Na boku rozmawiamy z Olkiem o  wydaniu kolejnych numerów Ziemi Lidzkiej.

 

Na koniec pikniku tradycyjne zdjęcie zbiorowe nad Niemnem.

 

Po XII zjeździe wyszedł nr 96/2 z r. 2011. Mamy pieniądze na druk kolejnych numerów, tylko nie otrzymujemy z Lidy składu do druku. Chcemy dogonić rok 2016, aby pisać o sprawach aktualnych. Olek obiecał nr 97/1 z r. 2012 na koniec X. 2016, nr 98/1 z r.2013 na koniec roku. Będzie nam  brakowało jeszcze numerów za lata 2014, 2015, 2016. Do numeru z r. 2014 mamy relację z XII zjazdu, z r. 2015 sprawozdanie z wizyty Kresowiaków w Gdańsku , a do nr z r. 2016 oprócz niniejszej relacji z XIII zjazdu, życiorysy zmarłych w r. 2016 lidzkich AK-owców, członków TPZL  Wiesława Gierłowskiego i Jana Czerniawskiego.(tekst  kursywą nie na stronę , do wiadomości członków TPZL).

 11.07 poniedziałek

Spotykamy się pod hotelem, aby pójść z Olkiem na stary cmentarz lidzki. Zatrzymujemy się na chwilę przy zamku . Obok sklep firmowy  fabryki Niemen z Brzozówki, czyli kryształy. 

                                                                                             

Cmentarz lidzki to też obok czasopisma Ziemia Lidzka,  przedmiot naszej troski. Jak mamy zapobiec jego degradacji?

Zapalamy znicz pod krzyżem katyńskim i pod pomnikiem lotników.

                                                       

Ja też stawiam światełko przy płycie poświęconej moim dziadkom Helenie i Kazimierzowi Tumielewiczom.

Zjazdowicze mają czas na zajęcia prywatne, ostatnie rozmowy przed wyjazdem.

Ja mam jeszcze do wykonania zadanie „służbowe”. Mam sprawdzić, czy w kościele na Słobódce zachował się obraz Aleksandry Rzeskiej z d. Makarewicz pt „:Serce Jezusa”. Spotykam się z ks.Lisowskim. Obraz jest. 

                                                   

Wieczorem spotykamy się na kolacji u lidzianki Teresy Zmitrowicz  i tam  w związku z obrazem czekają mnie dalsze niespodzianki, ale to opowieść na prywatną rozmowę.

12.07 wtorek

Godz 8 planowany  wyjazd , rzeczywisty nieco później. Na granicy poszło gładko i dzięki temu zdążymy na pociąg do Gdańska 13.08. My zostajemy na jeden dzień w Białymstoku.

 

 

 

Kliknij, aby przejść do strony głównej

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej