XIV ZJAZD LIDZIAN (2018)

 

XIV Zjazd Lidzian  6 -13 lipca 2018

Odmiennym kolorem zaznaczone  wstawki z Wikipedii.

6.07 pt, podróż do Lidy .                                                                                                                          

Dojazd do Białegostoku na własną rękę. Niektórzy są tam już od wczoraj. Z Gdańska jedziemy w silnej grupie, oprócz mnie  w pociągu są Irena A., Danka P., Helena i Grzegorz N., Adam C., Jacek, Ania i Bartek M. Nasz pociąg przyjeżdża do Białegostoku punktualnie 15.10. Spotyka nas jak dwa lata temu, nieoceniony Zbyszek N. – członek TPZL z Białegostoku i nasz przedstawiciel nadzorujący prace na cmentarzu w Lidzie. Pożycza mi na drogę 200 byr. Przekazuję mu skrzynkę z rozsadą bluszczu, który u mnie w domu porasta wszystko na co mu się pozwoli, mam nadzieję, że tak samo zachowa się na cmentarzu w Lidzie. Zbyszek jedzie do Lidy swoim samochodem. Mieliśmy być ostatni, tymczasem nie ma z Warszawy dwóch Małgoś. Czekamy na nie godzinę, w międzyczasie rozdaję wizytówki. Jest nas 19 osób, w tym z TPZL tylko cztery – Irena, Danka, Adam i ja. Wyjeżdżamy o godz. 16.30. Na granicy jak zwykle idzie powoli, bez dwóch godzin nie da rady. Nie czepiają się niczego. Przestawiamy zegarki o godzinę do przodu. Zatrzymujemy się na pierwszej stacji, aby kupić paliwo (gaz), ja muszę wykupić opłatę drogową tzw. „viatoll” za drogi płatne – 60 byr za 150km, a kierowca - Janek M. urządzenie do pomiaru przejechanych płatnych kilometrów za 120 byr. Nie chcą innej waluty, tylko byr. Na szczęście mam 200 byr od Zbyszka, ale to nie starczy na paliwo. Jedziemy dalej. Dalej udaje się kupić gaz za walutę cięższą niż byr. Chcemy ominąć płatny odcinek drogi przed Szczuczynem i mylimy drogę, trafiamy do Swisłoczy. Na szczęście obserwujący tablice Sławek S. alarmuje, że trzeba zawracać. Moja mapa Białorusi jest w bagażniku. Zawracamy. W Lidzie jesteśmy 5 min przed północą, czeka na nas Olek i gospodarze przyjmujący gości. Niestety, czekają bez samochodów, a do niektórych jest daleko. Ósemka mieszkająca w hotelu szybko otrzymuje wygodne pokoje, ale nie mamy ciepłego kontaktu gospodarzami. W barze na 9piętrze czeka nas jeszcze kolacja Umawiamy się na jutro z Olkiem na godz. 11. (zdjęcie Helena1,2)

                                         

7.07 sb, Lida.  Spacer po mieście, cmentarz lidzki, spotkanie z TKPZL                                                               Naszą  hotelową grupę powiększa Sławek. Po smacznym śniadaniu na 9-piętrze w barze u pani Haliny, schodzimy  o godz. 11 na spotkanie z Olkiem.

   

Spacer po Lidzie zaczynamy od Fary.

Dalej kościół Pijarów i inne ulice, gdzie zostało nieco przedwojennej zabudowy, bo Lida wyszła z wojny z ogromnym zniszczeniem centrum. Odwiedzamy Ks. Adama Falkowskiego rozstrzelanego za odczytanie z ambony manifestu Powstania Styczniowego pochylając głowy przed kamieniem upamiętniającym jego osobę.

Odwiedzamy też Adama Mickiewicza, a młodzi Ania i Bartosz zmywają z oblicza ślady po ptaszkach.

 Na domu Witolda Stasiewicza, mojego ojca chrzestnego,  widzę reklamę sprzedaży odzieży. Wracamy ul. 3Maja  (Leninskaja) kierując się na cmentarz. Na bramie cmentarnej tablica informująca o pracach na cmentarzu prowadzonych przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej w Gdańsku, ze środków MKiDN oraz TPZL. Czekają na nas przedstawiciel  firmy Invesco z Białegostoku prowadzący prace na podstawie zlecenia przez TPZL mgr inż. Krzysztof K. i nadzorujący prace w imieniu zlecającego prof. dr hab. Zbigniew N.

                                        

Panowie opowiadają o wykonywanych pracach. Na cmentarzu nie widać krzaków, widać stos korzeni i podniesione w znacznej ilości nagrobki. Na nagrobkach staranie odnowione napisy - to zasługa Oli B. Zbyszek przedstawia Jadwigę J. z domu Mickiewicz, o której mówi, że jest dobrym duchem dla prowadzonych robót, bo załatwia sprawy, których nie potrafiliby załatwić ludzie z Polski.  Biegniemy do hotelu, aby się trochę odświeżyć, bo o godz. 16.45 przyjeżdża pod hotel bus, aby nas zawieźć na spotkanie z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Witają nas na schodach kołaczem i winem.

Są dobrzy znajomi, jest parę nowych osób.  Jako podziękowanie za organizację zjazdu Olek otrzymuje od nas album pt Gdańsk - miastem wolności. Olek i Ania mówią o pracy Towarzystwa, o trudnych relacjach z władzami. Leonid Lauresz prezentuje swoją nową książkę zawierającą historię Lidy 1918-1939.

                                                         

Niestety muszę wyjść z p. Krzysztofem i Zbyszkiem , bo przychodzą N. Chcę podpisać z Janem N. inżynierem budownictwa z Lidy, umowę  o pomoc techniczno-organizacyjną, obecnie, ale i z myślą o przygotowaniu prac remontowych na rok przyszły. Po zakończeniu rozmów wracam i w końcu mogę wziąć książkę Leonida do ręki. Jest ładnie wydana. Brakuje mi trochę zdjęć, których jest niewiele i indeksu nazwisk. Na pewno warto ją przetłumaczyć na język polski.

Wracamy busem do hotelu i zamawiamy kolację na godz. 20.Wychodzimy jeszcze na spacer. Wokół zamku odbywa się Festyn Kupały. Po kolacji wychodzimy na dach i patrzymy na Lidę z wysokości IX piętra. W recepcji melduje się wycieczka z Poznania.

                                                     

8.07,nd, msza w Bielicy, groby AK-owców w Niecieczy, piknik nad Niemnem

Na śniadanie umówiliśmy się na 10.30, więc rano mam czas, aby pobiec na cmentarz. Po drodze i na cmentarzu - pusto. Zapaliłam dziadkowi Kazimierzowi Tumielewiczowi światełko. Wracając z cmentarza spotkałam grupę biegnących ludzi w żółtych koszulkach ze zniczem i transparentem – „Mir dla mira”. Nie pozwolili sobie zrobić zdjęcia, ale dali mi na chwilę do potrzymania zapalony znicz. Rano z Ireną dopadłyśmy księdza w Farze i dałyśmy na mszę za Teresę Zmitrowicz, zgodnie z życzeniem Basi Z.. Wyjeżdżamy o godz. 12. Muszę napisać modlitwę powszechną na dzisiejszą mszę, pytam o intencje. Sławek zebrał nazwiska rodzin umownie lidzkich za które chcemy się modlić -Mizgierów, Sokołowiczów, Ruść, Czuczman, Sapun, Seheń, Chrul, Łunkiewicz, Worono, Michałowskich, Kopacz, Sędziaków, Barańskich, Worobiej, Ciechanowicz, Maciejczak, Tumielewicz, Ropejko . Naukę czytają panowie Michałowscy. W intencjach jako pierwsza jest modlitwa o pokój między ludźmi i pokój na naszej planecie - ziemi. Kościół w Bielicy zastajemy rozśpiewany. Są też Kresowiacy, którzy upiększają swoim śpiewem Mszę. Jest z nimi mała wnuczka Kominczów – urocza dziewuszka Amelka. Jest pięknie, wzniośle, wzruszająco.    

                                                                                                                                                            

Po mszy idziemy na pobliski cmentarz na grób powieszonego przez sowietów AK-owca 25-letniego Antoniego Kuczyńskiego.    

                                                                                                                                

Dalej jedziemy do Niecieczy na groby innych AK-owców

W końcu kierujemy się w Bielicy nad Niemen, gdzie na nas czekają rozstawione stoły i przyjaciele – Lidzianie z Kresowiakami na czele. Jest woda do umycia rąk, jest chłodnik i dużo innych pyszności oraz  napitki różnej mocy. Zaczynają się tańce. tańczę z panem Roubo, mówię, że mieliśmy przyłataną, ale bardzo kochaną ciocię Zosię Ejsmont z domu Roubo. Odpowiada, że to rodzina. Jak miło! Po zrobieniu wspólnego zdjęcia nad Niemnem, porosiłam o „Polesia Czar” i „Za Niemen hen precz”, zawsze kiedy to śpiewają  Kresowiacy – płaczę ze wzruszenia, tak było i tym razem. Robi się wieczór, ale nie chce się rozstawać.

               

         

 

9.07 pn.  Dzień  do zagospodarowani w sposób dowolny.                                                                                    Wyszłam na chwilę z hotelu, aby zajrzeć do kościoła. Trwa modlitwa – różaniec po polsku. Rano wizyta u mera, a właściwie jego zastępcy. Mamy z Olkiem tam być o godz. 11. Idziemy w „prijomnuju” do pani Tamary. Ta wprowadza nas do pustego na razie pokoju i proponuje coś do picia. Za chwilę wchodzi dwóch panów i trzy panie. Nie przedstawiają się, więc nie wiem kto to jest. Za chwilę wchodzi mer. Mówię o tym co robimy i co planujemy robić. Mówię, że wysłaliśmy do mera Lidy streszczenie projektu po rosyjsku i planszę zbiorczą. Pan siedzący naprzeciwko powiada, że trzeba przetłumaczyć cały projekt i uzyskać akceptację jakiegoś urzędu. Aby nie wchodzić w spory, przemilczam, że w skład projektu wchodzi inwentaryzacja roślinności i grobów z licznymi zdjęciami, że to opasłe tomisko, a tłumaczenie, to zbędny wydatek, bo co trzeba to już przetłumaczyliśmy.  Mówię o naszych kłopotach z przedłużającym się terminem usunięcia suchych drzew, bo urzędniczka na to nie pozwala, proszę o możliwość bezpłatnego korzystania z wody od strony gospodarstwa komunalnego do podlewania nasadzeń. Na koniec wręczam album od prezydenta Gdańska i od nas butelkę likieru Goldwasser z opisem historii po rosyjsku. Wicemer ds. ekonomicznych nazywa się Vitalij Nevera.

Po wizycie u mera pani Lucyna z TKPZL zabiera  mnie i Irenę A. na grób Teresy Zmitrowicz w Kolesiszczach. Jedziemy na południe, mijamy odjazd na Jodki, za skrzyżowaniem dróg M11 i M6 , przed Minojtami jest wieś Kolesińskich –Kolesiszcze, a przed wsią – cmentarz. Cmentarz można nazwać rodzinnym, bo oprócz Kolesińskich leżą na nim głównie  Chrulowie  i Zmitrowiczowie. Tam wśród rodziny spoczęła nasza przyjaciółka Teresa Zmitrowicz, która z Werą Garniewicz zwykle witała nas i żegnała w Lidzie, a w międzyczasie urządzała przyjęcie dla najbliższych. W ubiegłym roku nie było już Wery, 17 grudnia 2017 odeszła Teresa , urodzona w r. 1930. Składamy na jej grobie wiązankę przywiezioną z Gdańska, zapalamy znicze, modlimy się i wspominamy.

                                                  

 Wieczorem mam jeszcze wizytę u zaprzyjaźnionej rodziny Nowickich.

Wracając wstępujemy wszyscy na lidzki  cmentarz.

10.07 wt.  wyjazd z Lidy,  Różana, Mereczowszczyzna, Kosów, Łohiszyn, Pińsk

Żegnamy Lidę

Wyruszamy bez Sławka S., który niebawem wylatuje do Londynu i musi wracać. Mijamy Słonim, zatrzymujemy się w Różanie. Zaglądamy do zrujnowanej, a przewidzianej do rekonstrukcji synagogi. Na rynku drewniane rzeźby przedstawiające postaci historyczne, m.in. Władysława IV Wazę, który nadał tu prawa miejskie w r. 1637, jest pamiątka po królewiczu św. Kazimierzu Jagiellończyku.

                                            

 

Pałac Sapiehów w Różanie – ruina pałacu znajdująca się w Różanie, dawna siedziba rodu Sapiehów. (wg Wikipedii)

Zrujnowany korpus główny pałacu, galerie arkadowe, prawa oficyna mieszcząca niegdyś teatr

Pierwotna rezydencja  hetmana Lwa Sapiehy powstała w tym miejscu w początkach XVII wieku i w niej gościł królewicza Władysława Wazę idącego w 1617 roku z armią na Moskwę. Kazimierz Lew Sapieha podejmował tu ponownie Władysława IV już jako króla Polski. Od 1655 roku, podczas wojny polsko-moskiewskiej w Różanie przez kilka lat przechowywano trumnę z relikwiami św. Kazimierza, dlatego przypuszczać można, że było to wówczas miejsce uważane za bezpieczne co sugeruje istnienie w tym miejscu jakichś fortyfikacji. Rezydencja została zniszczona podczas wojny domowej szlachty z Sapiehami w 1698 roku.

Nowy pałac kazał zbudować kanclerz litewski książę Aleksander Sapieha w latach 1784-1788 według projektu Johanna Samuela Beckera, który zaproponował budynek w stylu klasycyzującego baroku (tzw. Styl Stanisława Augusta). W 1784 roku kanclerz gościł w pałacu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Aleksander Sapieha przeznaczył jedno ze skrzydeł swej rezydencji na teatr, założył też w Różanie i innych swych dobrach kilka fabryk włókienniczych.

W 1831 roku Rosjanie za udział w Powstaniu listopadowym skonfiskowały Eustachemu Sapiesze dobra różańskie i dereczyńskie, a następnie przerobiły pałac na fabrykę włókienniczą.

Pałac został spalony w 1914 roku podczas I wojny światowej po czym po 1930 roku rozpoczęto jego długą odbudowę, którą przerwało ponowne spalenie go w czasie II wojny światowej w 1944 roku.

Pałac jest od 2008 roku odnawiany dzięki funduszom Unii Europejskiej. W 2012 roku wyremontowano bramę główną i odbudowano z ruin obie kordegardy.

Z Różany , którą widziałam parokrotnie, a po raz  w kompletnej ruinie, która zawsze robi wielkie wrażenie jako założenie architektoniczne, kierujemy się do Kosowa.

 

Pałac Pusłowskich w Kosowie  – rezydencja rodziny Pusłowskich zbudowana w 1838 na terenie odległego o trzy kilometry od centrum miasta folwarku Mereczowszczyzna. Od 2007 roku trwa remont pałacu.

Współczesny widok pałacu

Pałac powstał w 1838 wg projektu Franciszka Jaszczołda we współpracy z Władysławem Marconim na zamówienie Wandalina Pusłowskiego. Wnętrza dekorował Franciszek Żmurko. Pierwotnie w pałacu miało się znajdować 88 pokoi. Po Powstaniu Styczniowym, rosyjskie władze zaborcze skonfiskowały pałac polskim właścicielom i przekazały rodzinie Trubeckich. W czasie I wojny światowej pałac został uszkodzony.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pałac odbudowano i w latach 1921–1939 w budynku miało siedzibę starostwo powiatowe województwa poleskiego. W latach okupacji niemieckiej po 1941 roku, w przyległym do założenia wąwozie SS mordowała kosowskich Żydów.

W 1942 pałac został spalony przez partyzantów radzieckich i od tego czasu popadał w ruinę. Po 1945 roku dokonano zniszczenia jednego z ładniejszych na Białorusi założeń parkowych, które łączyło się z parkiem przy dworku Kościuszki w Mereczowszczyźnie. Do 2007 roku pałac był ruiną.

Podczas mojej pierwszej tu wizyty pałac był niewidoczny, bo otaczał go las. Obecnie jest wyremontowany hol i parę sal jest udostępnionych do zwiedzania.

                                      

 

Z wyżyn pałacu roztacza się widok na dworek Kościuszków w Mereczowszczyźnie. Ostatnio pojawił się nowy pomnik Kościuszki. Wyraźnie ten polski bohater narodowy został zaakceptowany na Białorusi. Dworek wewnątrz wyposażony jak poprzednio, teraz schodzę do piwnicy, bo tam zachowała się autentyczna posadzka.

Towarzystwo zalega w ogródku pobliskiej kawiarenki i nie chce się wspinać w górę do Pusłowskich. Robimy wspólne zdjęcie z Kościuszką.

Jedziemy na południowy wschód w stronę Pińska, po drodze zatrzymujemy się w Łohiszynie,

                                                  

aby pokłonić się  Królowej Podlasia. Kościół zamknięty, obok człowiek tnie pnie drewna. Chętnie przerywa pracę i rozmawia z nami. Mówi, że jest Polakiem. Dzwoni do wikarego, aby przyjechał otworzyć kościół. Pojawia się młody, ksiądz, który opowiada o kościele i obrazie. Jest okropnie gorąco. Spieszno nam do klimy w autobusie. Po jakichś 20 km, Małgosia Ż. stwierdza, że zostawiła w Łohiszynie torbę z dokumentami. Konsternacja, co robić? Wracać busem, to niepotrzebne  wożenie  20 osób przez godzinę. Zatrzymaliśmy się przed Pińskiem przy postoju taksówek, proponuję Małgosi indywidualny powrót do Łohiszyna i przyjazd do hotelu w Pińsku. Widzę jej nietęgą minę, pytam czy ktoś chce z nią pojechać, ale nie ma chętnych, więc wyznaczam siebie. W międzyczasie Olek rozpoznaje koszt taxi-tam 23 byr, powrót 13 byr. Jedziemy. Taksówkarz jest wesoły i sympatyczny. Nie dłuży się nam ta droga, rozmawiamy o 1000-cu spraw. On skarży się na niskie zarobki – rzędu 200 USD/miesiąc. W Łohiszynie kościół zamknięty, przed kościołem pusto. Idę zasięgnąć języka w sklepie. Zastaję tam babcię, która mówi, że zaprowadzi mnie do księdza Tadeusza. Idziemy, domek stareńki, zapadły w ziemię, skromniutki, ale księdza nie ma. Babcia mówi, że może być w domu starców, prowadzonym przez kościół. Dom ten jest, przy szpitalu, kierowca wie, gdzie to. Jest  ksiądz Tadeusz w starszym wieku, dzwoni do wikarego, aby nam otworzył. Wracamy do kościoła, przez szybę w drzwiach widzę coś na kształt paska od torebki zwisającego z ławy. Ksiądz otwiera - happy end!  Szczęśliwe wracamy. Małgosia proponuje kierowcy 40 byr i pyta co woli, ruble, czy 20 USD. Woli to drugie. Wygląda na to, że wszyscy są zadowoleni. Miły kierowca wysadza nas przy naszym hotelu nad Piną. Pytamy w recepcji o naszą grupę. Poszli na statek. Widzimy wsiadającą grupę, to Polacy, ale nie nasi, a z wycieczki organizowanej przez Michała Rz. Widzę wielu znajomych, chcą nas zabrać ale wolimy szukać swoich. Znalazłyśmy, wszystko wraca do normy. Pływamy po Pinie, po jednej stronie plaże, po drugiej składy i dźwig.

                                                 

To tu pływała Flotylla Pińska. Wkrótce Pina wpadnie do Prypeci, Wpadnie do niej też Jaszołda i od południa Styr. Zaczynają się Pińskie Błota. Po kolacji w hotelu, jeszcze spacer po mieście. Obok pałac Butrymowiczów, trochę dalej piękna katedra.

 

Historia Pińska. (Wikipedia )

 1097 r. – pierwsza wzmianka o Pińsku,

 1241 r. – przeniesienie z Turowa diecezji prawosławnej

 1316 r. – po tej dacie Pińsk włączono do Wlk. Ks. Litewskiego

 1396 t. – powstaje katolicki kościół i klasztor franciszkanów

 1523 r. – podarowanie Pińska królowej Bonie i początek rozkwitu miasta

 1569 r. – siedziba powiatu

 1581 r. – król Stefan Batory nadaje prawa miejskie

 1642-1646- św. Andrzej Bobola przebywał w klasztorze Jezuitów w Pińsku i okolicach prowadząc rozwiniętą działalność ewangelizacyjną

 1648 r. – bunt miasta i wpuszczenie sił kozackich pod wodzą pułkownika Maksyma Hładkiego. Rzeź mieszczan nie będących wyznania prawosławnego. Szturm miasta przez wojska Janusza Radziwiłła, pod dowództwem strażnika wielkiego litewskiego Hrehorego Mirskiego w liczbie ok. 1200 - 1300 ludzi, zakończony zdobyciem miasta. Miasto zostaje doszczętne spalone, a około 1/3 - 1/2 mieszkańców zabita(szacunki podają, że w przeddzień powstania Chmielnickiego Pińsk liczył ok. 10 tys. Mieszkańców

 1655 r. – Rosjanie i Kozacy atakują miasto i mordują mieszkańców.

 1657 r. – w połowie maja kozacy Zdanowicza (w liczbie ok. 2 tys.) niszczą miasto i mordują rzymskich katolików, bezbronnych obrońców unii brzeskiej. Jezuici, m.in. ks. Szymon Maffon i św. Andrzej Bobola, opuścili Pińsk, lecz w drodze w okrutny sposób zostali zamordowani.20 czerwca 1657 szlachta pińska doprowadzona do ruiny ,wysłała do Bohdana Chmielnickiego delegatów; marszałka Łukasza Jelskiego i stolnikaAdama Spytka Brzeskiego, którzy w imieniu powiatu poddali się całkowicie pod jego władzę.

 1660 r. – napad kozaków na Pińsk, którzy zrabowali kolegium i kościół jezuicki oraz zamordowali m.in. ks. Eustachego Pilińskiego (pozostawionego na straży przez rektora Szymona Wdziekońskigo) i zrujnowanie miasta

 1662 r. – powrót jezuitów do Pińska i po roku pożar klasztoru

 1666 r. – fundacja klasztoru dominikanów

 1690 r. – założenie osady Karolin przez Jana Karola Dolskiego

 1695 r. – budowa w Karolinie kościoła i zamku przez Michała Serwacego Wiśniowieckiego

 1706 r. – od 5 maja do 3 czerwca. Zajęcie Pińska przez króla Szwecji Karola XII. Wysadzenie zamku Michała Serwacego Wiśniowieckiego i spalenie Karolina

 1709-1710 i w 1716 – wielka epidemia pochłaniająca tysiące ofiar

 1717 r. – budowa klasztoru bernardynów,

 1734 r. – budowa klasztoru karmelitów

 1756 r. – budowa klasztoru mariawitek

 1773 r. – kasata zakonu jezuitów

 1767 r. – budowa Kanału Ogińskiego

 1775 r. – budowa Kanału Królewskiego

 1793 r. – II rozbiór Polski. Pińsk od tej pory należy do Rosji.

 1795 r. – powstanie katolickiej diecezji pińskiej (poprzednio Pińsk był w diecezji łuckiej)

 1796 r. – likwidacja unickiej diecezji pińskiej

 1799 r. – likwidacja katolickiej diecezji pińskiej (przeniesiono ją do Mińska)

 1812 r. – lipiec, Pińsk zajmuje armia Napoleona

850 r. – powstaje fabryka świec i mydła

1882 r. – doprowadzono linię kolejową z Żabinki i otworzono fabrykę zapałek

1885 r. – budowa stoczni rzecznej w Leszczach

1907-1909 – w mieście działało koło prowincjonalne Polskiego Towarzystwa „Oświata” w Mińsku, które zajmowało się organizacją odczytów o literaturze i słownictwie polskim, co według raportu rosyjskiej policji powodowało wzrost polskiej świadomości narodowej]. W 1908 roku koło wystąpiło poprosiło o zgodę na otwarcie polskiej biblioteki, jednak władze rosyjskie odmówiły. 1915 r. – ucieczka Rosjan przed Niemcami

 styczeń 1919 r. – Armia Czerwona zajęła Pińsk

 5 marca 1919 r. – bitwa o Pińsk między Grupą PodlaskąWojska Polskiego pod dowództwem gen. Antoniego Listowskiego, a bolszewikami. Sowieci, próbujący utrzymać kontrolę nad miastem, byli dobrze przygotowani do obrony i dysponowali zarówno piechotą, jak i artylerią. W natarciu po stronie polskiej brały udział: 1. batalion pułku bialskiego, 2. i 4. bataliony 4. pułku piechoty, rosyjska drużyna oficerska, trzy szwadrony wileńskiego pułku ułanów, 4. szwadron 2. pułku ułanów rtm. Żelisławskiego i 1. szwadron 5. pułku ułanów por. Sokołowskiego. Główna kolumna Polaków nacierała od północy, mniej liczna od zachodu, natomiast jazda dokonała wypadu w wyniku którego zniszczono tory na linii kolejowej prowadzącej ze wschodu do Pińska. Walki o miasto trwały od godziny 11. do 16. i zakończyły się zwycięstwem wojsk polskich. Zdobyto tabor kolejowy, magazyny wojskowe, kolumnę pontonową oraz wzięto kilkudziesięciu bolszewickich jeńców. W bitwie szczególnie odznaczyły się po polskiej stronie: bataliony pułku bialskiego, rosyjska drużyna oficerska i oddział partyzantów por. Zameczka

 listopad 1919 r. – w wyniku działań wojennych Pińsk był zrujnowany i znajdował się w złej sytuacji gospodarczej. Z 20 pińskich fabryk działała jedna, nie działały tartaki, brakowało koni i opału; mieszkańcy masowo emigrowali.

 1920 r. – VII, Armia Czerwona ponownie zajmuje Pińsk

 1920 r. – 26 IX, wojska polskie odbijają miasto

 1921 r. – Pińsk stolicą województwa poleskiego. Pożar miasta. Przeniesienie stolicy do Brześcia nad Bugiem

 1925 r. – stolica diecezji katolickiej

 1929 r., 1939 – rozszerzenie granic miasta.

 1939 r. – 9 IX, nalot lotnictwa niemieckiego. – 18 IX, zatopienie Flotylli Pińskiej. – 20 IX, Armia Czerwona zajmuje Pińsk

 1940 r. – (luty) pierwsza deportacja na Syberię ludności (w większości Polaków). Druga – do

 1941 r. – kwiecień, trzecia deportacja do Kazachstanu

 1941 r. – 22 VI, początek wojny niemiecko-sowieckiej. Przed ewakuacją z miasta NKWD morduje w miejscowym więzieniu od kilkudziesięciu do Kazachstanu kilkuset więźniów.

 1941 r. – 4 VII, wkroczenie Niemców

 1942 r. – IV, utworzenie getta dla Żydów; X-XI, mordy na 30-45 tys. Żydów

 1943 r. – 18 I, atak porucznika Jana Piwnika „Ponurego” na więzienie Gestapo w Pińsku i odbicie więźniów. O godz. 17. Grupa bojowa Armii Krajowej dowodzona przez „Ponurego”, wdarła się samochodem osobowym na dziedziniec więzienia, druga grupa pod dowództwem „Czarki” wdarła się do więzienia przez płot na tyłach domu mieszkalnego, a trzecia grupa „Kawy” sforsowała ogrodzenie, opanowała administrację i zabiła komendanta więzienia. Inni partyzanci AK przecięli druty telefoniczne zrywając kontakt z Pińska. W wyniku akcji uwolniono kpt. Alfreda Paczkowskiego ps. „Wania”, Mieczysława Eckhardta ps. „Bocian” i Piotra Downara ps. „Azor” i odwieziono do Warszawy.

 1944 r. – 14 lipca zajęcie miasta przez Armię Czerwoną, włączenie do ZSRR; wg danych NKWDBiałoruskiej SRR w wyniku działań wojennych miasto zostało zburzone w 35-40%; zniszczeniu uległy m.in. miejska stocznia, fabryka zapałek i 5 tartaków

1945 r. – 3 stycznia – pierwszy transport wysiedleńczy ludności polskiej z Łucka i okolic.                                                                                                                                                           

11.07 śr. Pińsk, Janów, Pirkowicze, Zakoziel, Gruszowa, Kobryń, Brześć.

Rano krótki spacer po Pińsku-piękna barokowa katedra i kolegium jezuickie, most z widokiem na miasto.

               

Jedziemy do Janowa, tam znowu spotykamy wycieczkę z Gdańska, wyprzedzili nas, nie możemy wejść do kościoła, gdzie posługiwał Św. Andrzej Bobola, bo ksiądz go zamknął i pojechał z nimi na grób rozstrzelanych zakładników. Podążamy za księdzem Pawłem Kruczkiem.  Mogiła zakładników rozstrzelanych po ataku oddziału AK pod dowództwem Jana Piwnika „Ponurego” na pińskie więzienie jest eksponowana przez władze.

                                                

Ksiądz opowiada jak  trafił  do Pińska i jakie były jego pierwsze kroki na Białorusi. Jeszcze jedziemy jako dwie grupy pod pomnik Napoleona Ordy.

 – rysownika polskich zabytków i w końcu możemy wejść do kościoła. Ksiądz Paweł mówi, że historię Św. Andrzeja Boboli możemy odczytać z obrazów umieszczonych wokół kościoła (kiedy je widziałam po raz pierwszy, były bardziej klarowne). Ksiądz wystawia relikwie Świętego,

                                              

modlimy się i podchodzimy, aby je ucałować. Ksiądz wskazuje krzyż wykonany przez N. Ordę.

 Jadąc w kierunku Drohiczyna wstępujemy do Pirkowicz Wysłouchów

a potem do miejscowości Zakoziel, gdzie kaplica grobowa rodziny Orzeszków. Kaplica piękna, neoklasycystyczna, ale w ruinie.

                                              

 

Mamy awarię, pękł pasek klinowy. Pan Janek pracuje, a my idziemy wyciągnąć się na trawce, ja korzystam z okazji i robię notatki.

                                                                                                                                              

Za pól godziny ruszamy w kierunku Kobrynia. Wstępujemy do Gruszowqej Marii Rodziewiczówny. Obejmujemy dąb, pierwowzór Dewajtisa

                                                                                          

W Kobryniu zatrzymujemy się przy grobie rodzinnym Aleksandra Mickiewicza, brata Adama.

   Obok groby żołnierzy z r. 1920  Jeszcze przystanek przy kościele w Kobryniu, wychodzi do nas sympatyczny ksiądz, opowiada jak zbierał z okolicy szczątki żołnierzy polskich z lat 1939-45 i utworzył tu cmentarz.

                        

Przyjeżdżamy do Brześcia i zaraz obiad, aby mieć jeszcze czas na spacer po starej, zbudowanej w latach 20-30 części miasta. Zgodnie z sugestią otrzymanego planu miasta robimy z Danką spory spacer – ul Gogola do pomnika z  historią miasta

                                

Zrobiłam zdjęcia postaci i tablic, spróbuję je odczytać. W tekście niżej zaznaczam kolorem fragmenty, których powtórzenie znalazłam na tablicach przy pomniku w Brześciu.

Brześć wg Wikipedii jest jedną z najstarszych miejscowości na Polesiu. W początkach XI wieku powstał gród będący centrum politycznym i gospodarczym, który obok grodów w Zbuczu, Klukowiczach i Zajączkach, był najbardziej na wschód położonym grodem związanym z „mazowiecką” falą zasiedlenia dorzecza środkowego Bugu. Brześć został zdobyty przed 1019 rokiem podczas zbrojnego podbijania tych terenów przez książąt kijowskich. Po raz pierwszy w źródłach pisanych pojawił się pod nazwą Berestie w ruskim latopisie pt. Powieść minionych lat pod datą 1019jako miasto na Rusi Kijowskiej. W 1020 roku został zdobyty przez Bolesława I Chrobrego i włączony do Polski. Z kolei w 1044 roku został zdobyty przez kniazia kijowskiegoJarosława Mądrego, po czym jeszcze kilkakrotnie, na krótko, zajmowany był przez władców polskich, m.in. Bolesława II Śmiałego i Kazimierza II Sprawiedliwego. W czasie rozpadu dzielnicowego Rusi Brześć wchodził w skład Księstwa Turowskiego, a następnie halicko-wołyńskiego.

W 1180 roku należące do księcia Wasylka szwagra księcia Leszka, zagarnął książę miński Włodzimierz. Po długiej i wyczerpującej wojnie Włodzimierza z polskimi książętami Leszkiem i Kazimierzem Sprawiedliwym, Brześcia ostatecznie nie udało się odzyskać, ale Wasylko przekazał wszelkie prawa do swoich włości Leszkowi, po którym dziedziczył książę Kazimierz II Sprawiedliwy. Brześć został wkrótce opanowany przez Światosława Mścisławowicza siostrzeńca Kazimierza, który jednak został w 1182 roku wygnany z grodu, w związku z czym poprosił o pomoc krewniaka, który pokonał odsiecz Wsiewołoda Wołyńskiego z Bełza i po 12 dniach oblężenia zdobył Brześć. Po otruciu Światosława, również dzięki interwencji Kazimierza w 1183 roku, władcą Brześcia został brat Światosława – Roman Halicki.

Kazimierz ponownie na trwałe zajął Brześć w 1191 roku.

W 1241 gród spalili Tatarzy

Ziemie w widłach Bugu i Muchawca zajął Wojsiełk syn Mendoga po 1258. Przypuszczalnie to on zbudował wieżę obronną na planie czworokąta, która została rozebrana w latach 30. XIX wieku podczas rozbudowy nowożytnej twierdzy. W 1282 Brześć przyłączył ponownie do Polski książę Leszek Czarny.

Ponownie do Litwy przyłączył Brześć książę litewski Giedymin około 1320 roku. W 1349, po dziewięciu dniach oblężenia, zdobył Kazimierz Wielki, jednak na mocy traktatu z 1351 Brześć wrócił do Litwy, co potwierdził też traktat z 1366. Zabudowania otaczające wieżę były w średniowieczu zdobywane kilkakrotnie przez Krzyżaków, m.in. w 1379. Po drugiej stronie rzeki rozbudowała się osada – później także ufortyfikowana.                                                                             

Brześć po unii w Krewie

Na mocy unii w Krewie w 1386 wraz z Wielkim Księstwem Litewskim Brześć został formalnie włączony do Królestwa Polskiego. W 1390 roku gród, jako pierwszy spośród miejscowości leżących na terytorium dzisiejszej Białorusi, otrzymał od Jagiełły (księcia Witolda Kiejstutowicza)magdeburskie prawa miejskie.                                                                                                                  

W początku grudnia 1409 r. w Brześciu odbył się zjazd królaWładysława Jagiełły, księcia Witolda Kiejstutowicza, wodza Tatarów – sułtana Kipczaku Salladyna i podkanclerzego arcybiskupa Mikołaja Trąbyw celu zaplanowania wojny z zakonem krzyżackim. Miasto wystawiło własnymi siłami chorągiew, która następnie brała udział w bitwie pod Grunwaldem. W 1413 (1441) roku Brześć stał się siedzibą starostwa w nowo utworzonym województwie trockimWielkiego Księstwa Litewskiego. Rozwojowi miasta sprzyjało położenie na skrzyżowaniu szlaków handlowych i wodnych. Było także częstym miejscem spotkań polskich i litewskich dostojników.

W 1500 zamek w Brześciu wytrzymał oblężenie 15 tys. Tatarów pod wodzą chana krymskiego Mengli I Gireja, jednak samo miasto zostało spalone. Od 1520 roku Brześć był siedzibą powiatu w nowo utworzonym województwie podlaskim Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1554 król Zygmunt II August nadał miastu herb. W 1563 w BrześciuMikołaj Radziwiłł Czarny wydał w języku polskim Biblię brzeską.W 1566 król Zygmunt August utworzył województwo brzeskie (brześciańskie) ze stolicą w Brześciu.                                                                   

 W latach wolnej elekcji                                                                                                  Na mocy unii lubelskiej w 1569 Brześć znalazł się w granicach Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego Miasto jest znane z zawartej w 1596 unii brzeskiej między katolikami a prawosławnymi, która przetrwała na tych terenach 300 lat.  Brześć został zdobyty podczas oblężenia Kozaków Chmielnickiego w 1648.  W latach 1654–1655 wydano konstytucje sejmowe w sprawie fortyfikacji miasta, dzięki czemu Brześć otrzymał dość nowoczesne obwarowania. W tym czasie zamek i miasto były tak silnie ufortyfikowane, że w 1655 wojska moskiewskie pod dowództwem Urusowa i Boratyńskiego odstąpiły od oblężenia po odmowie poddania twierdzy przez kasztelana Melchiora Stanisława Sawickiego. Podczas potopu szwedzkiego po oblężeniu rozpoczętym 7 maja 1657 roku twierdza w Brześciu poddała sięoddziałom Karola Gustawa i wojskom księcia siedmiogrodzkiegoRakoczego, ale polski garnizon wierny królowi Janowi Kazimierzowi wyszedł z Brześcia przy rozwiniętych chorągwiach, pod bronią, mając zagwarantowany swobodny przemarsz. Kozacy Rakoczego z Wołoszy i z Ukrainy dowodzeni przez Ferencza Serpina zapuszczali głęboko zagony na Wołyń i Polesie tępiąc unię brzeską i mordując jej obrońców; np. księcia Czartoryskiego i jego rodzinę oraz setki księży. Zamek odbiła szlachta województwa brzeskiego pod dowództwem podczaszego litewskiegoM. Radziwiłła. By wzmocnić obronność w 1659 wydano następną konstytucję sejmową. Podczas odbudowy w 1660, 13 stycznia zamek bez trudu zdobyły wojska moskiewskie pod dowództwem Iwana Chowańskiego. Wojska polskie odbiły Brześć w 1661 roku. Po tym okresie bezustannego zdobywania i odbijania zamku, nastąpił nieco spokojniejszy okres, przerwany dopiero w 1706 opanowaniem zamku przez Szwedów pod dowództwem Meyerfeldena. W 1769 roku Brześć był ważnym ośrodkiem konfederacji barskiej i oparciem dla oddziału Kazimierza i Franciszka Pułaskich. W 1792 Polacy pod wodzą Szymona Zabiełły stoczyli po Brześciem bitwę z Rosjanami.

W zaborze rosyjskim                                                                                                      Po III rozbiorze Polski w 1795 Brześć przypadł Rosji.W 1833 roku cesarz Mikołaj I Romanow nakazał budowę twierdzy w Brześciu. Miał to być system fortyfikacji, trzymających w ryzach podbitą Polskę. Zabudowę miejską wyburzono, poza niektórymi budynkami murowanymi jak np. klasztorem jezuitów z 1623, gdzie umieszczono kancelarię i klasztorem bazylianów (Białym Pałacem) z 1629, gdzie umieszczono kasyno oficerskie. W Białym Pałacu właśnie w marcu 1918 podpisano pokój brzeski pomiędzy Rosją i Niemcami.  Później Rosjanie wielokrotnie rozbudowywali twierdzę. W jednej z fos twierdzy pochowano potajemnie księdza Stanisława Brzóskę (1831–1865), który był jednym z najdłużej działających dowódców w powstaniu styczniowym. W latach 1911–1914 Rosjanie ponownie rozbudowali umocnienia twierdzy, wznosząc zewnętrzną linię obronną o długości 45 km, złożoną z czternastu fortów położonych w odległości 6–7 km od twierdzy. Podczas I wojny światowej twierdza nie została jednak wykorzystana w celach obronnych. Rosjanie opuścili ją bez walki we wrześniu 1915, podpalając miasto, które spłonęło w 80%. Do lutego 1919 Brześć pozostawał pod okupacją niemiecką.

 W granicach odrodzonej Polski.

9 lutego 1919 Brześć został odbity z rąk Niemców przez polski ochotniczy oddział Samoobrony Wileńskiej pod dowództwem rotm. Jerzego Dąbrowskiego. Polski oddział poniósł niewielkie straty, zdobywając jednocześnie na Niemcach znaczne ilości sprzętu. Wkrótce do Brześcia dotarły od zachodu jednostki 9 Dywizji Piechoty dowodzonej przez gen. Antoniego Listowskiego. Ochotnicy z Samoobrony Wileńskiej weszli w jej skład jako Dywizjon Jazdy Wileńskiej.

Po wojnie Brześć wraz z zachodnim Polesiem wszedł w skład Rzeczypospolitej Polskiej i stał się w 1921 stolicą województwa poleskiego. Wojewodą był m.in. Wacław Kostek-Biernacki. W 1930 w twierdzy brzeskiej przetrzymywano wielu więźniów opozycyjnych (m.in. Wincenty Witos, Wojciech Korfanty, Norbert Barlicki, Stanisław Dubois, Herman Lieberman), którzy za swoją działalność w Centrolewie stanęli przed sądem w słynnym procesie brzeskim.

W 1931 miasto liczyło 48 431 mieszkańców. Brześć był wówczas piątym (po Lwowie, Wilnie, Stanisławowie i Grodnie) najludniejszym miastem spośród utraconych przez Polskę 14 lat później.

Okupacja sowiecka i niemiecka

Oficerowie sowieccy i niemieccy podczas rozmowy w Brześciu we wrześniu 1939

Obrona twierdzy brzeskiejbitwa stoczona w czasie kampanii wrześniowej (14-17 IX) przez Zgrupowanie "Brześć" z niemieckimXIX Korpusem Pancernym, kontynuowana przez 9 dni na obszarze jednego z fortów przez Batalion Marszowy 82 Pułku Piechoty przeciwko początkowo oddziałom niemieckim, a potem - sowieckim[1].

2 września1939 roku twierdza brzeska została pierwszy raz zbombardowana przez Luftwaffe. W twierdzy znajdowały się wówczas bataliony marszowe 34, 35 i 82 Pułku Piechoty, oraz inne jednostki wojskowe, a także mobilizowani rezerwiści, którzy stawiali się doń z kartą mobilizacyjną.

11 września komendantem twierdzy i dowódcą jej obrony został mianowany generał Konstanty Plisowski (były dowódca 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich), który z dostępnych mu ludzi (ok. 2-2,5 tysiąca żołnierzy) zorganizował zgrupowanie liczące sześć batalionów, w tym trzy piechoty, dwa wartownicze i jeden saperów oraz jeden dywizjonartylerii, dwie kompanie czołgów wolnobieżnych (30 czołgów FT-17), dwa pociągi pancerne (nr 53 i 55) i jedną baterię artylerii przeciwlotniczej. Obrońcy nie dysponowali natomiast bronią przeciwpancerną.

13 września z twierdzy ewakuowano przebywające tam rodziny części obrońców, teren zaminowano, przygotowano okopy, a przy bramach ustawiono czołgi.

Do Brześcia zmierzał niemiecki XIX Korpus Pancerny generała porucznika Heinza Guderiana. Celem działań niemieckich było zajęcie miasta i twierdzy tak, aby nie dopuścić do połączenia się obecnych tam wojsk polskich z SGO Narew. Siły niemieckie przewyższały polskie odpowiednio: w piechocie 2 razy, w czołgach 4 razy, w artylerii 6 razy.

14 września 77 czołgów z 10 Dywizji Pancernej próbowało wziąć twierdzę z marszu, ale przy okupieniu się ciężkimi stratami, obrońcy atak odparli. Niemcy zmienili zatem strategię - postawili na przygotowanie nowego szturmu poprzez bombardowania z powietrza i ostrzał artyleryjski. 16 września 10 Dywizja Pancerna oraz 20 Dywizja Zmotoryzowana przystąpiły do nowego szturmu, lecz i on został odparty. W tym szturmie śmierć poniósł między innymi adiutant Guderiana, a ranny został Plisowski. W nocy z 16 na 17 września Plisowski wydał rozkaz opuszczenia twierdzy w celu ewakuacji do Terespola.                                                                                             Odwrót osłaniał Batalion Marszowy 82 Pułku Piechoty kapitana Wacława Radziszewskiego, który nie wycofał się, ale skrycie zajął fort Sikorskiego (Berga). Po odkryciu tego przez Niemców i odrzuceniu ich propozycji poddania się fort od 19 września był ostrzeliwany przez Wehrmacht, jak i - od 22 września - przez oddziały sowieckie z 29 Brygady Pancernej dowodzonej przez kombrigaSiemiona Kriwoszeina. W nocy z 26/27 oddział opuścił fort potajemnie. Jesienią 1939 roku został aresztowany przez NKWD[2]. Więziony był w obozie kozielskim[2]. Padł ofiarą zbrodni katyńskiej[1]. Figuruje na liście wywózkowej LW 029/1 z 13.4.1940 r., poz. 41.

Po opuszczeniu twierdzy w nocy z 16 na 17 września,gen.Konstanty  Plisowski  poprowadził swój oddział do zgrupowania Franciszka Kleeberga. Sam objął funkcję zastępcy Grupy Operacyjnej Kawalerii Władysława Andersa. W dniach 24-28 września dowodził Nowogródzką Brygadą Kawalerii, która przebijając się na południe, staczała walki tak z Niemcami, jak i Sowietami. 28 września dostał się do sowieckiej niewoli i wkrótce potem został odstawiony do obozu jenieckiego w Starobielsku. Figuruje na Liście straceń nr 2585]. Pochowany został na Polskim Cmentarzu Wojennym w Charkowie.

W okresie powojennym (PRL) nagłaśniano obronę twierdzy w 1941 roku przez Armię Czerwoną, a pomijano obronę przez Wojsko Polskie w roku 1939.

W Brześciu żołnierze Armii Czerwonej z 29. Brygady Czołgów pod dowództwem kombryga Siemiona Kriwoszeina wzięli do niewoli 1030 polskich oficerów, 1220 podoficerów i 34 tys. szeregowych żołnierzy. W bałaganie odwrotu ku bezpiecznym granicom na dworzec kolejowy w Brześciu przybyło kilkadziesiąt polskich transportów wojskowych z żołnierzami i sprzętem. Wysiadali z wagonów wprost w sowieckie ręce aż do 25 września 1939.

Po 17 września 1939 miasto zostało zaanektowane przez ZSRR i przekazane do Białoruskiej SRR jako ośrodek administracyjny nowo powołanego obwodu brzeskiego. 22 września 1939 roku na ulicy Unii Lubelskiej odbyła się wspólna defilada wojsk niemieckich i radzieckich.

W 1941 odbyła się obrona twierdzy przed wojskami niemieckimi.

W czasie okupacji niemieckiej działało w mieście getto, a Niemcy wymordowali większość miejscowych Żydów w Bronnej Górze. Niemcy okupowali Brześć do lipca 1944, po czym rozpoczęła się ponowna okupacja sowiecka do ustalenia nowych granic  w Poczdamie w lipcu r.1945.                                          

Po II wojnie światowej Brześć wszedł w skład Białoruskiej SRR i stał się centrum administracyjnym obwodu brzeskiego. W latach 40. i 50. miały miejsce akcje przesiedleńcze Polaków z Brześcia na terytoria w nowych granicach Polski. Z Brześcia wyjechało 70,10% osób zarejestrowanych jako chętni do przesiedlenia, co stanowiło najwyższy odsetek na terenie Białoruskiej SRR.

Obwód brzeski uczestniczy w polsko-ukraińsko-białoruskim Euroregionie Bug.

12.07 czw. Brześć, Wołczyn, Skoki

Wyjeżdżamy w stronę Wysokiego do Wołczyna. Przewodnikiem jest Wiktor. W Wołczynie w r.1732 urodził się ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Na tutejszym cmentarzu jest pochowana jego matka Konstancja z Czartoryskich.

W 1938 w krypcie kaplicy zostały pochowane, przewiezione z kościoła św. Katarzyny w ówczesnym Leningradzie, zwłoki króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po sprofanowaniu ciała i rozgrabieniu trumiennych skarbów, resztki szczątków (drobiny kości i fragmenty szat) króla władze sowieckie wydały Polsce w 1988. W 1995 złożono je w krypcie bazyliki archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie.(Wikipedia).

Kościół o ciekawej konstrukcji i kształcie jest zrekonstruowany w zewnętrznej skorupie, trwają prace wewnątrz.

            

Kościołem opiekuje się Ks. Andrzej. Jest chyba osamotniony w swoich wysiłkach, bo ma tylko kilkoro parafian. Ksiądz mówi, że na odbudowę kościoła łoży tylko Białoruś. Przeraża mnie informacja, że nowy dach przecieka. Coś trzeba zrobić ! Chyba napiszę do konsula w Grodnie i MKiDN. Uczestników zjazdu, też proszę o działanie. Widzimy tablicę ze znakiem UE-szlak rowerowy  „Tajemnice Białorusi”, widzieliśmy już taką tablicę, chyba u Orzeszków w Zakoźlu ?

                            

 

Teraz kierujemy się na powrót do Brześcia, a prawie na przedmieściu zajeżdżamy do Skoków Niemcewiczów. Julian Ursyn Niemcewicz jest dobrze traktowany przez władze Białorusi, chyba jako adiutant Kościuszki. W Skokach widzimy, całkowicie odremontowany dwór-pałac    który otaczał 6 ha park. Jest tu muzeum, kupujemy bilety (2,5 byr) i wchodzimy. Warto było, pomieszczenia kompletnie wyposażone, nie ma oryginałów, jak mówi przewodnik, ale są meble i ozdoby z epoki.

Wpadamy w deszczu na polski cmentarz  

Teraz czas na Twierdzę Brzeską

                          

te puste miejsca na murze, to skute polskie znaki. Sporo miejscowych zwiedzających. Nie wgłębiamy się w szczegóły. Zwraca uwagę fakt, że dla wybudowania twierdzy car kazał wyburzyć miasto. Wiktor radzi wejść do ciekawej cerkwi, schodzimy nad Muchawiec, który wpada do Bugu.

                             

Mamy ochotę na przekąskę i kawę. Wiktor prowadzi nas do części miasta wybudowanej w czasie II RP, obok pomnika historii miasta z ul. Gogola, 

wchodzimy w ul. Sowiecką, której wygląd nie pasuje do nazwy, bo jest ładnym,  luzackim, relaksowym deptakiem  tylko dla pieszych.

                              

Wstępujemy do baru. Też sympatycznie i smacznie. Tutaj żegnamy się z Olkiem i Wiktorem

Do Polski jedziemy już sami. Po przekąsce rozchodzimy się, aby się spotkać w hotelu  Westa przy ul. Krupna obiedzie o godz. 18. Idziemy z Danką na zakupy prezentów, ale nie wiemy co nas czeka. Na razie jest słońce i nagle przychodzi ulewny, nawalny deszcz. Chowamy się w naszym barze. Leje jak z cebra. Ulica zamienia się w rzekę.  Obserwujemy ludzi, którzy najpierw brodzą po kostki, potem coraz wyżej, widzimy naprzeciwko ławkę utopioną po siedzenie.

                                         

Nie ma na co czekać – wychodzimy z naszego baru. Poświęcam tenisówki i sukienkę, ale trudno jest iść. Wskakujemy do jakiegoś przedsionka. Pozostajemy tam do momentu, kiedy woda wdziera się do wnętrza. Dochodzimy do poprzecznej ulicy Gogola, która jest najniżej i zbiera wodę z wszystkich przecznic. Wdrapujemy się na wyniesiony między pasmami ruchu trakt spacerowy, trochę lepiej jest na trawniku. Dochodzimy jednak do skrzyżowania, które trzeba przekroczyć. Samochody utopione po szyby. Po przeciwnej stronie ulicy, mężczyzna ok.175cm waha się i schodzi na ulicę, jest zanurzony powyżej pępka. Danka się decyduje pierwsza. Najgorsze jest zejście z wysokiego krawężnika. Zanurzam się prawie po pas, uważam, aby nie upaść. Zapominam o torbie na ramieniu, którą suszę po praniu  do dziś. Dobrze, że paszport mam wyżej. Ulica poprzeczna się wznosi, więc wkrótce jesteśmy prawie na suchym, a deszcz przestaje padać. Do hotelu docieramy od tyłu. Na kolacji okazuje się, że to chyba tylko my wpadłyśmy jak śliwki w kompot. Dobrze że w łazience mamy ciepłe rury.

13.07pt. Brześć – Warszawa

9.30 wyjazd. W autobusie rozliczam się z kierowcą z opłat za autobus. Przejechaliśmy więcej niż przewidziane 1100 km  i jest nas mniej niż 25 osób, więc musimy się dorzucić. Danka pomaga mi zebrać pieniądze. Granicę białoruską mijamy w przewidzianym czasie, ale na polskiej jest przegląd wszystkich waliz i toreb. Zabierają przetwory mięsne i mleczne. Kanapki na drogę trzeba zjeść zaraz. Spotykamy wycieczkę z Gdańska. Proszą o wzięcie 3 osób do Warszawy, a my oddajemy Marysię. Wymiany dokonujemy w pierwszym motelu za granicą, gdzie zatrzymaliśmy się na kawę, bo ich jest znacznie więcej niż nas i byli przeglądani dłużej. Jacek proponuje wstąpienie na obiad do Siedlec. Mam wątpliwości, ale po namyśle się godzę. Pomysł Jacka koliduje jednak z czasem odjazdu pociągu do Jeleniej Góry, więc z niego rezygnujemy.  Pan Janek wysadza nas na dworcu Warszawa Wschodnia o godz. 15.30.Parę osób jedzie na dworzec zachodni. Żegnamy się. Pendolino dowozi nas w 3,5 godz. do Gdańska, w drodze zdążyłyśmy z Ireną tylko przestudiować „Historie lidzkich mogiłek" po białorusku, którą dostałam od Jadwigi J.

19.07 zapraszamy towarzystwo zjazdowe i tych z TPZL, którzy nie mogli pojechać z nami. Jest 11 osób.

Relacja Jadwiga Kopeć  20.07.2018

Zdjęcia: J. Kopeć, H. Nowakowska, J. Seheń, M. Żółcińska 

 

Kliknij, aby przejść do strony głównej

Copyright © Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lidzkiej